"Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów."
Kim był?
Zamknąłem niebo nad Izraelem na 3 długie lata, a na moje słowo spadał z chmur niszczycielski ogień. Urodziłem się w małej miejscowości Tiszbe w krainie Gilead w 9 wieku przed narodzeniem Chrystusa. Mój naród zaczął masowo oddawać cześć pogańskiemu bożkowi Baalowi, do czego zmuszała ludzi okrutna królowa Izebel oraz słaby król Achab. Nie mogłem znieść tej wielkiej zdrady, dlatego z woli Stwórcy zostałem posłany, by zapowiedzieć władcy nadejście niszczącej, wieloletniej suszy.
Nosiłem szorstki płaszcz z wielbłądziej sierści oraz skórzany pas, prowadząc niezwykle surowe i samotne życie na pustkowiu. Uciekając przed gniewem króla, ukryłem się w głębokim jarze potoku Kerit, gdzie na wyraźny rozkaz Boga dzikie kruki codziennie przynosiły mi chleb i mięso. Kiedy strumień ostatecznie wysechł, udałem się do pogańskiej Sarepty Sydońskiej, gdzie zamieszkałem u ubogiej wdowy. Dzięki łasce Pana mąka w jej dzbanie i oliwa w baryłce nigdy się nie wyczerpały przez cały czas trwania klęski głodu.
Punkt zwrotny
Czy potrafilibyście stanąć samotnie naprzeciwko 450 uzbrojonym kapłanom wrogiego bóstwa, ryzykując własne życie w obronie wiary? Najważniejsza próba mojej misji miała miejsce na szczycie góry Karmel, gdzie wyzwałem proroków Baala na duchowy pojedynek. Zaproponowałem, byśmy ułożyli drwa na ołtarzach, a ten Bóg, który odpowie prawdziwym ogniem z nieba, udowodni swoją moc. Ogień natychmiast spadł z góry, trawiąc moją ofiarę, drwa, a nawet kamienie, zmuszając cały lud do uznania potęgi jedynego Stwórcy.
Czego dokonał?
W Sarepcie dokonałem również rzeczy niesłychanej, błagając Boga o przywrócenie życia nagle zmarłemu synowi wdowy, u której mieszkałem. Pan wysłuchał mojej gorącej modlitwy, a chłopiec odzyskał oddech, co stało się pierwszym opisanym na kartach Pisma Świętego cudem wskrzeszenia. Niestety, wspaniały triumf na górze Karmel rozwścieczył królową Izebel, która przysięgła mnie zabić, zmuszając mnie do panicznej ucieczki na daleką pustynię. Zupełnie wyczerpany i załamany, prosiłem tam Boga o śmierć, lecz Jego anioł dotknął mnie i nakarmił podpłomykiem, bym miał siłę na dalszą drogę.
Umocniony tym cudownym, niebiańskim posiłkiem, szedłem przez 40 dni i 40 nocy, aż dotarłem do świętej góry Horeb. Ukryłem się tam w jaskini, czekając na spotkanie z Najwyższym, który nie ukazał się w potężnej wichurze, trzęsieniu ziemi ani szalejącym pożarze. Pan przyszedł do mnie w cichym, łagodnym powiewie wiatru, nakazując mi powrót do ojczyzny i namaszczenie nowych królów oraz mojego następcy, Elizeusza. Wykonałem to zadanie z pełnym oddaniem, zarzucając na jego ramiona mój własny płaszcz, co symbolizowało przekazanie mu wielkiej, prorockiej misji.
Śmierć i kult
Zakończenie mojej ziemskiej wędrówki było równie niezwykłe jak całe moje burzliwe i pełne cudów życie. Nie zaznałem naturalnej śmierci, lecz podczas przejścia przez rzekę Jordan zostałem nagle uniesiony w potężnym, gwałtownym wirze w stronę niebios. Oddzielił mnie od mojego ucznia wspaniały, ognisty rydwan zaprzężony w ogniste rumaki, a mój spadający płaszcz stał się cenną relikwią i znakiem Bożej mocy dla Elizeusza. Wiele wieków później ukazałem się ponownie na górze Tabor u boku mojego Pana Jezusa Chrystusa, ostatecznie potwierdzając, że wszystkie starożytne proroctwa znalazły w Nim swoje wypełnienie.