"Smutny święty to żaden święty"
Kim był?
Czy uwierzysz, że zanim zostałem księdzem, zarabiałem na życie jako akrobata, żongler i iluzjonista na jarmarkach? Robiłem to wszystko tylko po to, by przyciągnąć rówieśników, a gdy już zebrali się wokół mnie, powtarzałem im treść niedzielnego kazania. Urodziłem się w 1815 roku w małej wiosce Becchi w Piemoncie, w bardzo biednej rodzinie rolniczej.
Mój ojciec zmarł, gdy miałem zaledwie 2 lata, więc od dziecka wiedziałem, co to ciężka praca fizyczna i głód. Moja mama, Małgorzata, nauczyła mnie jednak, że największym bogactwem jest czyste serce i zaufanie Bogu. Czy kiedykolwiek czułeś, że Twoje talenty, nawet te najbardziej nietypowe, mogą służyć jakiemuś wyższemu celowi?
Punkt zwrotny
Wszystko zmieniło się rankiem 8 grudnia 1841 roku w zakrystii kościoła w Turynie, gdzie przygotowywałem się do Mszy. Zobaczyłem, jak zakrystian bije młodego chłopca, Bartłomieja Garelliego, bo ten nie potrafił służyć do ołtarza. Powstrzymałem go krzykiem, mówiąc, że ten chłopiec jest moim przyjacielem, choć widziałem go wtedy pierwszy raz na oczy.
Zabrałem Bartłomieja w kąt, a on przyznał mi się ze łzami w oczach, że ma 16 lat, jest sierotą i nie potrafi ani czytać, ani pisać. Zapytałem go wtedy, czy potrafi przynajmniej gwizdać, a on szczerze się uśmiechnął i zagwizdał piękną melodię. Ta jedna prosta rozmowa i wspólna modlitwa stały się fundamentem całego mojego późniejszego dzieła i powstania Oratorium.
Czego dokonał?
Moim głównym celem było ratowanie chłopaków z ulic Turynu, którzy w dobie rewolucji przemysłowej trafiali do więzień lub pracowali w nieludzkich warunkach. Stworzyłem dla nich system wychowawczy oparty nie na karach, lecz na miłości, rozumie i religii, który nazywamy systemem prewencyjnym. Chciałem, aby każdy z moich podopiecznych stał się uczciwym obywatelem i dobrym chrześcijaninem.
W 1859 roku założyłem Towarzystwo Salezjańskie, a kilkanaście lat później, w 1872 roku, wspólnie z Marią Dominiką Mazzarello powołałem zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki. Budowałem szkoły, warsztaty zawodowe i wielką Bazylikę Maryi Wspomożycielki, nie mając na początku ani grosza przy duszy. Często zdarzały się cuda, jak wtedy, gdy rozmnożyłem hostie dla setek chłopców podczas Mszy świętej.
Napisałem dziesiątki książek i broszur dla prostego ludu, promując naukę i radosną wiarę w czasach pełnych niepokoju. Moje sny, w których widziałem przyszłość Kościoła i moich misjonarzy, do dziś są analizowane przez historyków jako niezwykłe świadectwa duchowe. Wprowadziłem do wychowania sport, teatr i muzykę, bo wierzyłem, że boisko jest tak samo ważne jak kaplica.
Śmierć i kult
Pracowałem do ostatniej chwili, choć moje ciało było skrajnie wyczerpane wieloletnim trudem i brakiem snu. Odszedłem do Pana 31 stycznia 1888 roku w Turynie, otoczony przez moich duchowych synów, których nazywałem moimi dziećmi. Na mój pogrzeb przybyły dziesiątki tysięcy ludzi, blokując ulice miasta, by pożegnać ojca i nauczyciela młodzieży.
Zostałem beatyfikowany w 1929 roku, a kanonizowany w 1934 roku przez papieża Piusa XI, który znał mnie osobiście za mojego życia. Moje nienaruszone ciało spoczywa w szklanej urnie w Bazylice Maryi Wspomożycielki w Turynie, będąc celem pielgrzymek z całego świata. Dziś Salezjanie pracują w ponad 130 krajach, kontynuując moją misję radosnej służby najmłodszym.