św. Józefina Bakhita

Patronka Ofiar handlu ludźmi

◈ Rzadka ⌛ XX wiek
Kolekcjonujesz karty? Zaloguj się do klasera. Zaloguj się
„Gdybym spotkała tych handlarzy niewolników, którzy mnie porwali, a także tych, którzy mnie torturowali, uklękłabym i ucałowała ich ręce. Bo gdyby się to nie stało, nie byłabym dzisiaj chrześcijanką i zakonnicą.”

Kim był?

Zapomniałam własnego imienia. Wyobraź sobie, że ból i przerażenie są tak wielkie, że wymazują z Twojej pamięci słowa, którymi wołali Cię rodzice. Kiedy w 1877 roku, jako mała dziewczynka, została porwana przez handlarzy niewolników w Sudanie, straciłam wszystko, co znałam. Moi oprawcy nazwali mnie ironicznie „Bakhita”, co znaczy „Szczęściara”, nie wiedząc, że to imię stanie się moją rzeczywistością w zupełnie inny sposób.

Urodziłam się około 1869 roku w wiosce Olgossa, w kochającej i zamożnej rodzinie. Mój tata był bratem wodza, a dzieciństwo upływało mi na beztroskich zabawach, dopóki cienie handlarzy nie padły na naszą ziemię. Najpierw porwali moją siostrę, a potem przyszła kolej na mnie. Sprzedawano mnie aż 5 razy na targach niewolników, a każdy kolejny właściciel był gorszy od poprzedniego.

Punkt zwrotny

Najstraszniejszy czas przeżyłam u tureckiego oficera, którego żona kazała wycinać na moim ciele wzory brzytwą. Miałam wtedy około 13 lat i czułam, jakby moje ciało płonęło, gdy rany zasypywano solą, by powstały wypukłe blizny. Na moich piersiach, brzuchu i ramionach doliczono się później 114 takich śladów okrucieństwa. Przetrwałam to tylko dzięki wewnętrznej sile, której wtedy jeszcze nie potrafiłam nazwać, ale która już mnie prowadziła.

Czego dokonał?

Wszystko zmieniło się w 1883 roku, gdy kupił mnie włoski konsul, Callisto Legnani. Po raz pierwszy od lat nikt mnie nie bił, nie krzyczał na mnie i nie traktował jak przedmiotu. Kiedy w 1885 roku zabrał mnie do Włoch, nie wiedziałam jeszcze, że jadę na spotkanie z moim prawdziwym „Paronem” – Najwyższym Panem. To tam trafiłam pod opiekę sióstr kanosjanek w Wenecji, gdzie zaczęłam uczyć się o Bogu, który kocha każdego człowieka.

Momentem mojej największej walki był rok 1889, kiedy moja dawna pani chciała zabrać mnie z powrotem do Afryki. Poczułam wtedy niezwykłą odwagę i po raz pierwszy w życiu powiedziałam „nie”, decydując się zostać w klasztorze. Sprawa trafiła do sądu, który ogłosił, że w Italii niewolnictwo nie istnieje, więc od zawsze byłam wolna. W 1890 roku przyjęłam chrzest, bierzmowanie i Pierwszą Komunię Świętą, stając się Józefiną Małgorzatą Fortunatą.

Przez kolejne dziesięciolecia służyłam w klasztorze w Schio, wykonując najprostsze prace: gotowałam, szyłam i pilnowałam drzwi. Ludzie nazywali mnie „Moretta”, czyli nasza Czarnulka, i przychodzili tylko po to, by usłyszeć mój łagodny głos. Moim głównym zadaniem stało się świadectwo o tym, że nienawiść można pokonać przebaczeniem. Czy Ty potrafiłbyś odnaleźć w sobie siłę, by podziękować komuś, kto Cię bardzo zranił?

Moja historia poruszyła tysiące osób, zwłaszcza gdy w 1931 roku opublikowano moją biografię. Stałam się żywym dowodem na to, że żadna krzywda nie może odebrać człowiekowi jego godności, jeśli odda swoje życie Bogu. Moja misja nie polegała na wielkich dziełach, ale na małych gestach wykonywanych z wielką miłością. Uczyłam innych, że prawdziwa wolność rodzi się w sercu, a nie z braku łańcuchów na rękach.

Śmierć i kult

Kiedy nadszedł mój czas w 1947 roku, choroba sprawiła, że znów poczułam się jak w niewoli. W ostatnich chwilach majaczyłam, prosząc pielęgniarki: „poluzujcie mi łańcuchy, są takie ciężkie!”. Odeszłam z uśmiechem na twarzy 8 lutego, a w moim pogrzebie uczestniczyły tłumy mieszkańców Schio. Papież Jan Paweł II ogłosił mnie świętą w roku 2000, stawiając mnie za wzór dla całego współczesnego świata.

🗺 Mapa
Urodzenie Śmierć Pobyt/posługa Kult

Masz pytanie lub uwagę?

Chcesz dowiedzieć się więcej, zadać pytanie lub czegoś brakuje? Zostaw wiadomość i adres e-mail — odpiszemy.

0 / 4000