„Nie ma innej drogi do zbawienia niż droga chrześcijan”
Kim był?
Wyobraź sobie, że wiszę na drewnianym krzyżu, wysoko nad tłumem gapiów, a z moich boków sączy się krew, bo ranią mnie włóczniami. Zamiast jednak krzyczeć z bólu lub przeklinać moich oprawców, ja... uśmiecham się i zaczynam głosić kazanie o przebaczeniu. To nie jest scena z filmu akcji, ale ostatnie chwile mojego życia, które oddałem za wiarę w mojej ukochanej ojczyźnie, Japonii.
Urodziłem się około 1564 roku w zamożnej rodzinie dowódcy wojskowego, Miki Handayu, w okolicach Kioto. W tamtym czasie chrześcijaństwo w Japonii dopiero zapuszczało korzenie, a moi rodzice byli jednymi z pierwszych, którzy przyjęli nową wiarę. Dzięki nim przyjąłem chrzest, mając zaledwie 5 lat, i od najmłodszych lat dorastałem w świecie, gdzie tradycja samurajska spotykała się z nauką o Chrystusie.
Moja rodzina cieszyła się wysokim statusem społecznym, co otwierało przede mną wiele drzwi w ówczesnej Japonii. Mogłem zostać wielkim wojownikiem lub urzędnikiem, ale czułem, że moje powołanie jest zupełnie inne. W wieku 22 lat wstąpiłem do zakonu jezuitów, chcąc poświęcić życie głoszeniu Ewangelii moim rodakom w ich własnym języku.
Punkt zwrotny
Wszystko zmieniło się gwałtownie w 1596 roku, kiedy na japońskim wybrzeżu rozbił się hiszpański statek „San Felipe”. Ten nieszczęśliwy wypadek stał się pretekstem dla potężnego władcy Hideyoshiego, by uderzyć w chrześcijan, których zaczął postrzegać jako zagrożenie dla swojej absolutnej władzy. Rozpoczęły się masowe aresztowania, a ja, jako znany kaznodzieja, stałem się jednym z pierwszych celów.
Pamiętam ten mroźny dzień, kiedy strażnicy wtargnęli do naszego domu zakonnego w Osace, by nas pojmać. Nie stawiałem oporu, wiedząc, że to moment, na który przygotowywało mnie całe moje życie i studia w seminarium w Azuchi. Wraz z moimi towarzyszami zostałem publicznie upokorzony – obcięto nam lewe uszy i wystawiono na widok publiczny, by zastraszyć innych wierzących.
Czego dokonał?
Moim największym osiągnięciem nie były tylko spisane traktaty, ale fakt, że potrafiłem dotrzeć do serc Japończyków lepiej niż misjonarze z Europy. Jako rodowity Japończyk doskonale rozumiałem naszą kulturę, honor i język, co sprawiało, że moje słowa miały ogromną siłę rażenia. Nawet w więzieniu, czekając na wyrok, nie przestałem nauczać i pocieszać tych, którzy stracili nadzieję.
Najtrudniejszą próbą była jednak piesza wędrówka z Kioto do Nagasaki, która trwała blisko miesiąc i liczyła około 800 do 1000 kilometrów w samym środku zimy. Szliśmy skuci łańcuchami, boso przez śnieg, a ja wykorzystywałem każdy postój w wioskach, by modlić się i śpiewać radosne pieśni. Ludzie widzieli, że nasza wiara nie jest smutna ani pełna strachu, co przyciągało do nas setki gapiów i nowych wyznawców.
Mój wpływ na historię Kościoła jest trwały, ponieważ stałem się symbolem chrześcijaństwa, które nie jest „importowane”, ale głęboko zakorzenione w lokalnej kulturze. Pokazałem, że można być dumnym Japończykiem i jednocześnie wiernym uczniem Chrystusa, nie tracąc nic ze swojej tożsamości. Do dziś moja postawa inspiruje ludzi do odwagi w wyznawaniu swoich przekonań, nawet gdy cały świat wydaje się być przeciwko nim.
Śmierć i kult
Moja droga zakończyła się 5 lutego 1597 roku na wzgórzu Nishizaka w Nagasaki, które od tego dnia zaczęto nazywać „Wzgórzem Świętym”. Przywiązano mnie do krzyża obok 25 moich towarzyszy, w tym trzech małych chłopców, którzy do końca trzymali się dzielnie. Nawet w chwili, gdy żołnierze podnosili włócznie, by przebić moje serce, wybaczyłem cesarzowi i wszystkim, którzy przyczynili się do naszej śmierci.
Nasze ciała pozostały na wzgórzu przez wiele dni jako przestroga, ale dla wiernych stały się najcenniejszymi relikwiami. Wieść o naszym męczeństwie rozeszła się po całym świecie, umacniając wiarę milionów ludzi w Europie i obu Amerykach. Zostałem kanonizowany przez papieża Piusa IX w 1862 roku, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych świętych Dalekiego Wschodu.
Czy byłbyś w stanie wybaczyć komuś, kto odebrał ci wszystko, w imię wyższych wartości, które wyznajesz?