„Młodzi są przyszłością. Ja już nie mogę biegać, ale chciałabym przekazać im pochodnię, jak na olimpiadzie. Mają tylko jedno życie i warto je dobrze wykorzystać”.
Kim była?
Miałam zaledwie 17 lat, gdy usłyszałam lekarską diagnozę, która brzmiała dla mnie jak ostateczny wyrok śmierci – złośliwy nowotwór kości. Zamiast jednak pogrążyć się w głębokiej rozpaczy, postanowiłam odważnie przekształcić mój wielki ból w najpiękniejszą pieśń miłości dla Boga. Urodziłam się 29 października 1971 roku we włoskim miasteczku Sassello jako niezwykle wyczekane dziecko moich kochanych rodziców. Od najmłodszych lat bardzo kochałam sport, taniec oraz śpiew, będąc zupełnie zwyczajną dziewczyną pełną radosnego życia.
Moja codzienna rzeczywistość zmieniła się diametralnie, gdy poznałam Ruch Focolare i szczerze zafascynowałam się ideą postawienia Boga na najwyższym miejscu w życiu. Czy potrafisz wyobrazić sobie nowoczesną nastolatkę, która w każdej napotkanej osobie stara się z miłością dostrzec samego Jezusa? To właśnie stało się moim najważniejszym celem, zanim jeszcze nadeszła ta ciężka, niespodziewana próba zdrowotna. Żyłam pełnią młodzieńczego życia, regularnie spotykałam się z przyjaciółmi i śmiało marzyłam o przyszłości, nie wiedząc, jak trudną drogę przygotował dla mnie los.
Punkt zwrotny
Wszystko zmieniło się nagle podczas towarzyskiej gry w tenisa, gdy poczułam pierwszy ostry, przeszywający ból w swoim ramieniu. Kolejne szczegółowe badania lekarskie przyniosły bezwzględną i bolesną prawdę o zaawansowanym raku kości z licznymi przerzutami. Po usłyszeniu tej strasznej wiadomości potrzebowaliśmy zaledwie 25 minut głębokiej ciszy i wewnętrznej walki z własnym strachem, aby podjąć najważniejszą decyzję. Wtedy właśnie wypowiedziałam proste słowa, które stały się moim życiowym mottem: jeśli Ty tego chcesz, Jezu, ja również tego chcę.
Czego dokonała?
Choć podstępna choroba bardzo szybko odebrała mi władzę w nogach i bezwzględnie przykuła do łóżka, nie pozwoliłam zamknąć się w narzekaniu. Mój mały szpitalny pokój stał się miejscem nieustannych spotkań, promieniującym niesamowitą radością i pokojem, który nieodparcie przyciągał rówieśników oraz personel medyczny. Oddawałam wszystkie swoje cierpienia za współczesną młodzież, misje święte i ruch Focolare, rezygnując całkowicie z morfiny, aby zachować pełną przytomność. Założycielka naszego ruchu, Chiara Lubich, nadała mi wtedy wyjątkowe imię Luce, czyli Światło, widząc w moich oczach niegasnący blask żywej wiary.
Zorganizowałam nawet bardzo szczegółowo mój własny pogrzeb, świadomie traktując go jak radosną uroczystość moich zaślubin z Boskim Oblubieńcem. Wybrałam piękną białą suknię, radosne pieśni religijne i gorąco poprosiłam mamę, aby nie płakała, lecz świętowała mój szczęśliwy powrót do domu. Pokazałam całemu światu, że prawdziwa świętość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla starców, ale jest realnym wyzwaniem dla każdego młodego człowieka. Moje wielkie cierpienie stało się potężnym narzędziem ewangelizacji, które poruszyło tysiące młodych serc szukających sensu życia na całym świecie.
Śmierć i kult
Odeszłam do wieczności 7 października 1990 roku, mając niespełna 19 lat, a moimi ostatnimi słowami było czułe pożegnanie z mamą. Mój proces beatyfikacyjny rozpoczął się niezwykle szybko, ukazując wszystkim, jak głęboki ślad zostawiłam w sercach wiernych na całym świecie. Dnia 25 września 2010 roku papież Benedykt XVI oficjalnie ogłosił mnie błogosławioną Kościoła, stawiając mnie za wzór do naśladowania. Stałam się jasną ikoną dla współczesnej młodzieży, udowadniając, że można być nowoczesnym człowiekiem i jednocześnie osiągnąć wyżyny mistycznego zjednoczenia z Bogiem.