„Kochać to dawać. Dawać wszystko, czego zażąda miłość”.
Kim była?
Zrezygnowałam z dostatniego życia w wyższych sferach, aby zamieszkać w ubogim poddaszu i oddać całe swoje serce sierotom oraz bezdomnym staruszkom z warszawskich ulic. Nazywałam się Zofia Camilla Truszkowska, a urodziłam się 16 maja 1825 roku w Kaliszu w szlacheckiej, głęboko religijnej rodzinie. Mój ojciec był cenionym sędzią, co zapewniało mi odebranie starannego wykształcenia oraz dobrą pozycję społeczną. Od najmłodszych lat czułam jednak, że moje prawdziwe powołanie leży daleko od salonów towarzyskich i światowych wygód.
Chociaż w młodości marzyłam o wstąpieniu do zakonu klauzurowego sióstr wizytek, ciężka choroba płuc pokrzyżowała te plany i zmusiła mnie do powrotu do domu. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak jedna nieoczekiwana przeszkoda może całkowicie zmienić Twoje życiowe przeznaczenie? Podczas wyjazdu leczniczego do Szwajcarii i Tyrolu odnalazłam w sercu nowe pragnienie służenia Chrystusowi bezpośrednio w cierpiących bliźnich. Po powrocie do Warszawy wstąpiłam do Towarzystwa Świętego Wincentego a Paulo, zaczynając odwiedzać najuboższe dzielnice miasta, gdzie panował przerażający niedostatek.
Punkt zwrotny
Przełomowym momentem w moim życiu stał się rok 1854, kiedy za własne oszczędności wynajęłam małe mieszkanie przy ulicy Mostowej w Warszawie i otworzyłam w nim przytułek dla opuszczonych dzieci oraz bezdomnych kobiet. To skromne miejsce, nazwane Zakładem Świętego Feliksa, szybko stało się bezpieczną przystanią dla dziesiątek potrzebujących osób. Widząc ogrom nędzy wokół, złożyłam wraz z moją krewną prywatne śluby i założyłam nową wspólnotę. Dnia 21 listopada 1855 roku, wraz z ojcem Honoratem Koźmińskim, dałyśmy początek Zgromadzeniu Sióstr Świętego Feliksa z Cantalicio, znanemu dziś jako felicjanki.
Czego dokonała?
Jako matka Angela stanęłam na czele dynamicznie rozwijającego się zgromadzenia, które otwierało kolejne ochronki, szkoły i przytułki dla najuboższych. Podczas powstania styczniowego w 1863 roku wraz z siostrami przekształciłyśmy nasze klasztory w szpitale polowe, gdzie pielęgnowałyśmy rannych powstańców bez względu na ich pochodzenie. Niestety carskie władze w ramach represji dokonały w 1864 roku skasowania naszego zakonu na terenie Królestwa Polskiego. Nie poddałyśmy się jednak i przeniosłyśmy główną działalność do Krakowa w zaborze austriackim, gdzie zgromadzenie mogło odrodzić się na nowo.
Moje życie nie było jednak wolne od ogromnego osobistego cierpienia i surowych prób duchowych. Z powodu postępującej choroby utraciłam słuch, co zmusiło mnie w wieku zaledwie 44 lat do ustąpienia z funkcji przełożonej generalnej. Przez kolejne 30 lat żyłam w ukryciu, w cichej izbie klasztornej w Krakowie, zajmując się pracą w ogrodzie, szyciem szat liturgicznych oraz żarliwą modlitwą za siostry. Cierpiąc dodatkowo na bolesny nowotwór, ofiarowywałam wszystkie moje cierpienia za rozwój Kościoła i przetrwanie naszego dzieła.
Śmierć i kult
Zmarłam po długiej i ciężkiej chorobie 10 października 1899 roku w klasztorze w Krakowie, pozostawiając po sobie wielkie dzieło miłosierdzia rozwijające się w Europie i Ameryce. Dnia 18 kwietnia 1993 roku papież Jan Paweł II ogłosił mnie błogosławioną na Placu Świętego Piotra w Rzymie. Moje relikwie spoczywają obecnie w kościele sióstr felicjanek przy ulicy Sławkowskiej w Krakowie, gdzie wierni wypraszają liczne łaski. Do dziś moje życie przypomina wszystkim, że prawdziwa miłość polega na dawanym bezinteresownie darze z samego siebie.