"Kto ratuje duszę, ratuje wszystko."
Kim był?
Zacząłem swoją ziemską wędrówkę w otoczeniu broni i prochu, gdyż mój ojciec kierował wydziałem w turyńskiej fabryce militariów. Urodziłem się 9 czerwca 1837 roku w Turynie, jako najmłodszy z aż 9 dzieci z 2 małżeństw mojego taty. Chociaż dorastałem w cieniu potężnego arsenału, wkrótce okazało się, że moją bronią nie będzie stal, lecz miłość i nieskończona cierpliwość wobec opuszczonej młodzieży. Czy wyobrażasz sobie, jak z hałaśliwego środowiska wielkiej zbrojowni można przenieść się do świata modlitwy i wychowywania trudnych dzieciaków?
Moje życie odmieniło się na zawsze, gdy jako mały chłopiec zacząłem uczęszczać do Oratorium świętego Jana Bosko. Od 1848 roku zdobywałem wykształcenie u Braci Szkół Chrześcijańskich, ale to właśnie niedzielne spotkania ze wspaniałym duszpasterzem turyńskiej ulicy ukształtowały moje serce. Stałem się najpilniejszym uczniem księdza Bosko, a zarazem jego oddanym asystentem podczas wczesnych spotkań z rówieśnikami. W 1854 roku złożyłem na jego ręce moje zakonne śluby, dając historyczny początek potężnemu ruchowi salezjańskiemu.
Punkt zwrotny
Najważniejszą próbą w moim życiu stała się śmiertelna choroba z 1868 roku, która niemal zabrała mnie z tego świata. Gdy lekarze nie dawali mi już absolutnie żadnych szans na przeżycie, mój mistrz, święty Jan Bosko, stanowczo stwierdził, że mam przed sobą jeszcze długie lata intensywnej pracy. Jego prorocze słowa spełniły się błyskawicznie, a ja w cudowny sposób powróciłem do pełni sił fizycznych. Zrozumiałem wtedy ostatecznie, że całe moje istnienie musi zostać bez reszty poświęcone Bogu oraz wielkiemu zgromadzeniu, które założył mój ukochany przewodnik duchowy.
Czego dokonał?
W 1860 roku przyjąłem święcenia kapłańskie jako historycznie pionierski wychowanek Oratorium i stałem się prawą ręką ojca założyciela. Natychmiast powierzono mi ogromną odpowiedzialność, mianując mnie dyrektorem administracyjnym całej szybko rosnącej rodziny salezjańskiej, nadzorującym powstawanie kolejnych domów zakonnych. Kiedy ojciec Bosko zmarł w 1888 roku, z nominacji samej Stolicy Apostolskiej zostałem przełożonym generalnym zgromadzenia, które liczyło wówczas zaledwie 64 placówki i około 700 braci. Z bezgranicznym zapałem podjąłem się kontynuacji tego potężnego dzieła przez następne 22 lata, całkowicie zapominając o sobie.
Dzięki Bożej pomocy, pod moimi rządami liczba salezjańskich placówek wzrosła w niesamowitym tempie do 341 domów rozsianych w 30 krajach świata. Rozbudowałem struktury zakonne tak mocno, że nasza wspólnota powiększyła się do blisko 4000 oddanych wychowawców. Byłem tym przełożonym, który osobiście otwierał początkowe domy salezjańskie w Polsce, wizytując waszą wspaniałą ojczyznę w 1901 oraz w 1904 roku. Moja codzienna wierność pierwotnej regule sprawiła, że zyskałem przydomek dokładnej kopii księdza Bosko, gdyż identycznie miłowałem najuboższych.
Śmierć i kult
Zakończyłem moją ziemską posługę w ukochanym Turynie w dniu 6 kwietnia 1910 roku, pozostawiając dynamicznie rozwijające się oraz zjednoczone dzieło o globalnym zasięgu. Do chwały ołtarzy wyniósł mnie papież podczas radosnej uroczystości w Rzymie 29 października 1972 roku. Ponieważ moje przejście do wieczności miało miejsce w bliskości świąt wielkanocnych, Kościół wyznaczył wyżej wymienioną datę beatyfikacji jako mój oficjalny dzień wspomnienia liturgicznego. Do dziś nieustannie oręduję za wszystkimi ludźmi pracy, a w Polsce roztaczam szczególną opiekę duszpasterską nad mieszkańcami Suwałk i Szczecina.