"Niech żyje Chrystus Król."
Kim był?
Stałem przed plutonem egzekucyjnym z rozłożonymi ramionami, przypominając krzyż, i z głębi serca wykrzyczałem moje ostatnie słowa. Czy odważylibyście się spojrzeć w oczy śmierci z uśmiechem na ustach, wiedząc, że umieracie za wiarę? Nazywam się Michał Augustyn Pro i urodziłem się 13 stycznia 1891 roku w meksykańskim Guadalupe. Od najmłodszych lat charakteryzował mnie niezwykły upór, żywe usposobienie oraz ogromne poczucie humoru, które później stało się moją najlepszą bronią.
W roku 1911 wstąpiłem do nowicjatu zakonu jezuitów, pragnąc całkowicie poświęcić swoje życie Bogu. Niestety, w moim ukochanym Meksyku wybuchło okrutne prześladowanie Kościoła, które zmusiło mnie do opuszczenia ojczyzny. Studiowałem w Kalifornii, Hiszpanii, Nikaragui oraz w Belgii, gdzie w 1925 roku przyjąłem święcenia kapłańskie. Mimo ciężkiej choroby żołądka i przejścia kilku operacji, cały czas tęskniłem za moimi rodakami, którzy cierpieli pod rządami bezwzględnego reżimu.
Punkt zwrotny
Momentem zwrotnym był mój powrót do ojczyzny w 1926 roku, gdy terror prezydenta Callesa osiągnął swój punkt kulminacyjny. Kościoły zostały zamknięte, a odprawianie Mszy świętej stało się zbrodnią karaną śmiercią. Zrozumiałem wtedy, że mój kraj potrzebuje kapłanów gotowych na wszystko, działających w ukryciu. Postanowiłem rzucić wyzwanie prześladowcom i podjąć podziemną walkę o ludzkie dusze, ryzykując życie każdego dnia.
Czego dokonał?
Stałem się mistrzem mistyfikacji i podziemnego duszpasterstwa, sprytnie wymykając się agentom rządowym. Nosiłem różne przebrania: byłem mechanikiem samochodowym, eleganckim paniczem, a nawet robotnikiem, aby niepostrzeżenie docierać do wiernych. Przynosiłem ludziom pociechę, spowiadałem w ukrytych mieszkaniach i rozdawałem tysiące Komunii świętych. Moje radosne usposobienie pozwalało mi zachować zimną krew nawet wtedy, gdy policja przeszukiwała budynki, w których się znajdowałem.
Oprócz posługi sakramentalnej organizowałem realną pomoc materialną dla najuboższych rodzin, które z powodu prześladowań straciły środki do życia. Zbierałem fundusze, żywność i odzież, udowadniając, że miłość chrześcijańska jest silniejsza niż nienawiść dyktatury. Wykorzystywałem swój talent aktorski, by nieść nadzieję tam, gdzie panował strach i beznadzieja. Każda udana akcja była dla mnie dowodem na to, że Bóg czuwa nad swoimi wiernymi sługami.
Śmierć i kult
Moja ziemska misja zakończyła się nagle, gdy zostałem fałszywie oskarżony o udział w zamachu na generała Obregona. Bez żadnego procesu skazano mnie na śmierć przez rozstrzelanie, co stało się 23 listopada 1927 roku. Przed egzekucją odmówiłem zawiązania oczu, ucałowałem krucyfiks, wybaczyłem katom i głośno zawołałem: 'Niech żyje Chrystus Król!'. Polski papież ogłosił mnie błogosławionym 25 listopada 1988 roku, stawiając moje życie za wzór odwagi i wierności.