"Zwycięstwo nad sobą samym jest największym zwycięstwem."
Kim był?
Porzuciłem biskupie szaty, potężną władzę nad Krakowem oraz ogromne bogactwa, aby jako stary człowiek zamknąć się w surowym klasztorze cystersów. Nazywam się Wincenty, choć potomni nadali mi przydomek Kadłubek, i jestem najstarszym z polskiej ziemi kronikarzem oraz biskupem krakowskim. Urodziłem się około 1150 roku w Karwowie niedaleko Opatowa w zamożnej rodzinie rycerskiej. Dzięki wsparciu bliskich zdobyłem wszechstronne wykształcenie, najpierw w ojczyźnie, a potem za granicą, gdzie studiowałem sztuki wyzwolone i prawo.
Moja droga do kapłaństwa była pełna poszukiwań intelektualnych na europejskich uniwersytetach. Po powrocie do kraju przyjąłem święcenia kapłańskie i zostałem proboszczem w Sandomierzu, co otworzyło mi drzwi do wielkiej polityki. Książę Kazimierz Sprawiedliwy, widząc moje zdolności, powierzył mi wielkie zadanie spisania dziejów narodu polskiego, abym ocalił naszą historię. Tak zaczęła powstawać słynna kronika, w której starałem się przekazać nie tylko suche fakty, ale przede wszystkim głęboki patriotyzm.
Punkt zwrotny
Moje życie zmieniło się diametralnie w 1208 roku, kiedy to zostałem wybrany na biskupa krakowskiego. Był to czas trudnych reform, a ja musiałem godzić zwaśnionych książąt piastowskich, co kosztowało mnie bardzo wiele sił. W 1218 roku podjąłem niezwykle zaskakującą decyzję i całkowicie zrezygnowałem z pełnionego urzędu. Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak wielkiej odwagi wymagało porzucenie najwyższych zaszczytów państwowych dla cichego życia w ubogim zakonie?
Czego dokonał?
Jako biskup krakowski z ogromną determinacją wspierałem reformy Kościoła, dążąc do jego całkowitej niezależności od władzy świeckiej władców. Brałem czynny udział w soborze w 1215 roku, skąd przywiozłem nowe idee, w tym obowiązek wielkanocnej spowiedzi i komunii. Co więcej, bardzo hojnie wspierałem rozwój klasztorów oraz fundowałem nowe kościoły, dbając nieustannie o najbiedniejszych mieszkańców mojej rozległej diecezji. Jako biskup zainicjowałem palenie wiecznego światła przed Najświętszym Sakramentem w katedrze wawelskiej, co stanowiło ogromną nowość na naszych ziemiach.
Moim najwspanialszym dziełem pozostała składająca się z 4 ksiąg historia Polski, którą pisałem po łacinie z niesamowitą pasją. To z moich tekstów wywodzą się wspaniałe legendy o groźnym smoku wawelskim czy też mądrym założycielu Krakowa, księciu Kraku. Moim głównym celem było zawsze wychowanie przyszłych pokoleń rycerzy poprzez ukazywanie im budujących przykładów z naszej chwalebnej, burzliwej przeszłości. Pomimo upływu wielu wieków, to wiekopomne dzieło stało się niezbywalnym fundamentem narodowej tożsamości naszego narodu.
Śmierć i kult
Ostatnie 5 lat mojego ziemskiego życia spędziłem w klasztorze cystersów w Jędrzejowie, gdzie każdego dnia pokornie szukałem bliskości Boga. Odszedłem z tego świata w dniu 8 marca 1223 roku, a bracia w wierze pochowali mnie pod kościelną posadzką. Niemal natychmiast po mojej śmierci wierni zaczęli tłumnie modlić się przy grobowcu, doświadczając niezwykłych cudów i niewytłumaczalnych ludzkim umysłem łask. Ostatecznie w 1764 roku papież Klemens oficjalnie zatwierdził mój kult, uroczyście wynosząc mnie na ołtarze jako nowego błogosławionego Kościoła katolickiego.