"Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość."
Kim był?
Pomyśl, co byś zrobił, gdyby Bóg zażądał od ciebie ofiary z twojego najukochańszego dziecka? To właśnie spotkało mnie na górze Moria, gdy usłyszałem polecenie, by złożyć w ofierze mojego syna Izaaka. Zanim jednak doszło do tej niewyobrażalnej próby, byłem po prostu zamożnym hodowcą trzód imieniem Abram, mieszkającym w potężnym mieście Ur w Chaldei. Moje życie płynęło spokojnie wśród moich bliskich, dopóki nie usłyszałem głosu Stwórcy każącego mi opuścić rodzinne strony i wyruszyć w nieznane.
W wieku 75 lat zabrałem moją żonę Saraj, bratanka Lota oraz cały nasz majątek, aby wyruszyć do ziemi Kanaan, którą Bóg obiecał dać moim potomkom. Podróż przez pustkowia była pełna niebezpieczeństw, a my musieliśmy znosić trudy koczowniczego życia w namiotach bez stałego domu. Mimo zaawansowanego wieku i faktu, że moja żona była bezpłodna, Stwórca obiecał mi, że z mojego nasienia powstanie naród tak liczny jak gwiazdy na niebie. Choć po ludzku wydawało się to absolutnie niemożliwe, całkowicie zaufałem Bożej obietnicy i zawarłem z Nim wieczne przymierze.
Punkt zwrotny
Prawdziwym przełomem w mojej historii była zmiana mojego imienia z Abram na Abraham, co oznacza ojca mnóstwa narodów. Stało się to wtedy, gdy Bóg odnowił swoje przymierze i zapowiedział narodziny prawowitego dziedzica z łona mojej żony, która odtąd miała nosić imię Sara. Gdy Izaak przyszedł na świat, miałem już 100 lat, co ostatecznie udowodniło, że dla Wszechmocnego nie ma rzeczy niemożliwych. To właśnie ten upragniony syn stał się później przedmiotem najcięższej próby mojej wiary, z której ostatecznie ocalił go anioł Pański.
Czego dokonał?
Przez całe swoje życie starałem się być mężem sprawiedliwym, budując ołtarze dla prawdziwego Boga wszędzie tam, gdzie rozbijałem swój obóz. Z determinacją walczyłem o sprawiedliwość, co udowodniłem stając na czele oddziału 318 zbrojnych sług, by odbić mojego bratanka Lota z rąk wrogich królów. Nie wahałem się również targować z samym Stwórcą o ocalenie grzesznych miast Sodomy i Gomory, błagając o litość ze względu na choćby 10 sprawiedliwych mieszkańców. Moja gościnność pod dębami Mamre, gdzie przyjąłem 3 tajemniczych wędrowców, stała się dla przyszłych pokoleń wzorem miłości bliźniego i otwartości na Boże nawiedzenie.
Największym moim osiągnięciem nie były jednak stoczone bitwy ani zgromadzone bogactwa, lecz bezwarunkowe posłuszeństwo i niezłomna wiara, które dały początek wielkim religiom monoteistycznym. Z racji mojego zaufania wobec Bożych planów, jestem nazywany ojcem wszystkich wierzących, a moje życie stanowi fundament przymierza między ludzkością a Stwórcą. Poprzez moje potomstwo, zgodnie z otrzymaną obietnicą, spłynęło błogosławieństwo na wszystkie narody zamieszkujące naszą ziemię. Zostawiłem po sobie dziedzictwo duchowe, które uczy kolejne generacje, że całkowite oddanie się woli Najwyższego zawsze przynosi ocalenie i wieczną chwałę.
Śmierć i kult
Po długim i pełnym doświadczeń życiu zamknąłem oczy w wieku 175 lat, będąc nasyconym dniami i spokojnym o losy moich potomków. Zostałem pochowany przez moich synów, Izaaka i Izmaela, w jaskini Machpela w Hebronie, obok mojej ukochanej żony Sary. Miejsce mojego spoczynku do dziś pozostaje ogromnie ważnym sanktuarium dla wyznawców judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, którzy wspólnie czczą moją pamięć. Kościół katolicki wspomina mnie w swojej liturgii jako świętego patriarchę i proroka, wyznaczając moje liturgiczne wspomnienie na dzień 9 października.