"Panie, obym Cię znał i obym Cię kochał."
Kim był?
Zanim spędziłem 46 lat jako cichy portier na Majorce, straciłem w krótkim czasie wszystko: moją ukochaną żonę, troje dzieci oraz matkę, a mój własny handel wełną całkowicie zbankrutował. Urodziłem się 25 lipca 1533 roku w hiszpańskiej Segowii jako syn kupca i wychowywałem się w wieloletniej tradycji kupieckiej. W młodości poznałem świętego Piotra Fabera, który przygotowywał mnie do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej i zaszczepił w moim sercu pragnienie bliskości z Bogiem. Po nagłej śmierci ojca w 1546 roku musiałem porzucić rozpoczęte nauki w Alcalá de Henares, aby przejąć rodzinne przedsiębiorstwo i utrzymać bliskich.
W 1557 roku założyłem własną rodzinę, poślubiając Marię Juarez, z którą doczekałem się 3 dzieci. Mimo moich starań i uczciwej pracy, pasmo nieopisanych tragedii rodzinnych oraz poważne trudności finansowe odebrały mi całe dotychczasowe ziemskie szczęście. Kiedy zostałem zupełnie sam na świecie, bez rodziny i majątku, zrozumiałem, że Bóg wzywa mnie na zupełnie inną drogę. Czy w najgłębszym mroku cierpienia można odnaleźć prawdziwy sens własnego życia?
Punkt zwrotny
W wieku 37 lat pukałem do drzwi Towarzystwa Jezusowego w Walencji, pragnąc oddać swoje złamane życie na wyłączną służbę Bogu. Początkowo zakonnicy odrzucili moją prośbę, uważając, że jestem zbyt stary, schorowany oraz pozbawiony odpowiedniego wykształcenia i znajomości łaciny. Nie poddałem się jednak i kontynuowałem naukę w szkole dla małych chłopców, wykazując ogromną pokorę oraz niezwykłą wytrwałość. Ostatecznie w 1571 roku prowincjał jezuitów przyjął mnie do zakonu jako brata służebnego, wysyłając mnie do kolegium Montesión w Palma de Mallorca.
Czego dokonał?
Przez kolejne 46 lat pełniłem niepozorną funkcję furtiana w majorkańskim kolegium, otwierając bramę wszystkim przybyłym gościom. W każdym człowieku pukającym do drzwi zakonnych, niezależnie od jego stanu, widziałem samego Jezusa Chrystusa, dlatego witałem każdego z nieudawaną radością. Moja mała stróżówka przy bramie stała się miejscem żarliwej modlitwy, głębokich widzeń mistycznych oraz duchowych rozmów z wieloma ludźmi. Zapisywałem swoje wewnętrzne przemyślenia i notatki duchowe w skromnych zeszytach na polecenie zakonnych przełożonych, pozostawiając bezcenne świadectwo dojrzałej mistyki.
To właśnie przy zakonnej furcie poznałem młodego kleryka Piotra Klawera, który odbywał studia filozoficzne na Majorce i szukał duchowego kierownictwa. Dostrzegłem w nim niezwykły charyzmat apostolski i przez lata żarliwie zachęcałem go do podjęcia pracy misyjnej w Nowym Świecie. Moje słowa i modlitewne wsparcie umocniły go w decyzji o wyjeździe do Ameryki Południowej, gdzie zasłynął jako wielki opiekun niewolników. Poprzez tę cichą posługę kierownika duchowego wywarłem przemożny wpływ na przyszłe dzieje misji katolickich.
Śmierć i kult
Odszedłem do Pana 31 października 1617 roku w Palma de Mallorca, otoczony powszechnym szacunkiem współbraci oraz mieszkańców wyspy. Papież Leon XII ogłosił mnie błogosławionym w 1825 roku, potwierdzając cnoty mojego cichego i pokornego życia. W dniu 15 stycznia 1888 roku papież Leon XIII zaliczył mnie w poczet świętych podczas wspólnej uroczystości kanonizacyjnej wraz ze świętym Piotrem Klawerem. Dziś jestem czczony jako szczególny opiekun furtianów, portierów oraz braci zakonnych na całym świecie.