Cóż to jest w stosunku do wieczności?
Kim był?
Miałem zaledwie 4 lata, kiedy ładowałem prawdziwą broń palną, a nawet nieświadomie odpaliłem armatę w obozie wojskowym mojego ojca. Urodziłem się 9 marca 1568 roku w lombardzkim Castiglione jako najstarszy syn markiza Ferdynanda, który zaplanował dla mnie wspaniałą karierę dowódcy wojskowego oraz potężnego polityka. Moje wczesne dzieciństwo upływało na bogatych dworach książęcych, gdzie intensywnie uczyłem się sztuki władania mieczem, skomplikowanej dyplomacji i obycia towarzyskiego. Wielki świat europejskiej polityki stał przede mną szeroko otworem, ale moje wewnętrzne pragnienia od samego początku ciągnęły mnie w zupełnie inną stronę.
W wieku 9 lat, podczas pobytu na wspaniałym dworze florenckim rodu Medyceuszów, złożyłem przed ołtarzem Matki Bożej prywatny i bardzo szczery ślub dozgonnej czystości. Było to moje ciche, ale stanowcze wyznanie wiary w środowisku pełnym wszechobecnych intryg, oszałamiającego luksusu i moralnego zepsucia, które otaczały mnie każdego dnia. Mój ambitny ojciec wysyłał mnie na kolejne ważne misje dworskie, między innymi do Mantui oraz do samego Madrytu na dwór króla Filipa II, abym zasmakował prawdziwej władzy. Ja jednak zdecydowanie wolałem spędzać każdą wolną chwilę na głębokiej modlitwie, czytaniu pasjonujących żywotów świętych oraz rygorystycznym umartwianiu mojego młodego ciała.
Punkt zwrotny
Prawdziwa bitwa w moim życiu nie rozegrała się na zalanym krwią polu walki, lecz w zaciszu domowych komnat, gdy postanowiłem zrzec się praw do sukcesji. W 1585 roku, mając 17 lat, podpisałem oficjalny dokument, w którym przekazałem cały mój ogromny majątek i tytuł markiza młodszemu bratu, Rudolfowi. Mój ojciec wpadł w niewyobrażalny gniew, krzyczał, groził i błagał, ale moja decyzja o wstąpieniu do zakonu jezuitów była już całkowicie ostateczna. Czy potrafisz wyobrazić sobie porzucenie perspektywy bycia jednym z najpotężniejszych władców w Europie dla skromnej, czarnej sutanny i życia w całkowitym ubóstwie?
Czego dokonał?
Po przyjeździe do Rzymu natychmiast rozpocząłem surowy nowicjat w Towarzystwie Jezusowym, gdzie z radością wykonywałem najpodlejsze prace fizyczne, takie jak zmywanie naczyń czy sprzątanie. Moim duchowym przewodnikiem i spowiednikiem został wybitny teolog, ksiądz Robert Bellarmin, który uczył mnie, jak łączyć głęboką wiedzę z prawdziwą pokorą serca. Rozpocząłem wymagające studia filozoficzne oraz teologiczne na Kolegium Rzymskim, pragnąc w przyszłości wyjechać na dalekie misje, aby głosić Ewangelię ludom, które jeszcze nie poznały Chrystusa. Chociaż moje zdrowie fizyczne od lat było bardzo kruche, nadrabiałem to niezwykłym hartem ducha oraz niesłabnącym zapałem do zdobywania wiedzy o Bogu.
W 1590 i 1591 roku na Rzym spadła straszliwa klęska głodu, a zaraz po niej wybuchła niszczycielska epidemia dżumy, dziesiątkująca mieszkańców Wiecznego Miasta. Bez chwili wahania zgłosiłem się do pomocy w szpitalach, gdzie własnymi rękami dźwigałem konających z ulicy i myłem ich gnijące rany. Codziennie ryzykowałem własne życie, by zanieść chociaż odrobinę ulgi, chleba i pocieszenia duchowego tym, od których wszyscy inni odwrócili się ze strachu. Oddałem całego siebie służbie najbiedniejszym i najbardziej chorym, widząc w każdym cierpiącym człowieku samego umęczonego Jezusa Chrystusa.
Śmierć i kult
Moja ziemska wędrówka zakończyła się bardzo szybko, ponieważ posługując zarażonym, sam zachorowałem na dżumę i zmarłem z wycieńczenia 21 czerwca 1591 roku. Odszedłem do Pana mając zaledwie 23 lata, trzymając w dłoniach krzyż i z wielkim spokojem oczekując spotkania z wieczną miłością. Papież Benedykt XIII ogłosił mnie świętym w 1726 roku, stawiając moje życie jako wzór czystości i bezkompromisowego wyboru Boga dla wszystkich młodych ludzi. Moje doczesne szczątki spoczywają do dziś we wspaniałym kościele świętego Ignacego w Rzymie, skąd nadal patronuję poszukującej młodzieży na całym świecie.