"Gdy jesteś w Rzymie, żyj po rzymsku."
Kim był?
Wyobraź sobie, że zarządzasz wielką prowincją imperium, aż nagle tłum obwołuje cię biskupem, choć nie jesteś nawet ochrzczony! Dokładnie to spotkało mnie w 374 roku w Mediolanie, gdy jako rzymski arystokrata urodzony około 339 roku w Trewirze musiałem nagle odmienić swój los. Odebrałem wcześniej staranne wykształcenie prawnicze i retoryczne w Rzymie, co otworzyło mi drzwi do wielkiej kariery urzędniczej. Jako młody człowiek zostałem namiestnikiem bogatych prowincji Ligurii i Emilii, zyskując powszechny szacunek oraz autorytet wśród obywateli.
Moje życie płynęło w luksusie i powadze państwowego urzędu, z dala od kościelnych godności. Choć wierzyłem w Chrystusa, w tamtych czasach chrzest często odkładano na dojrzały wiek, więc byłem jedynie katechumenem. Czy spodziewałem się, że los przygotował dla mnie zupełnie inną arenę zmagań? Moja elokwencja i sprawiedliwość sprawiły, że ludzie widzieli we mnie idealnego rozjemcę w trudnych czasach.
Punkt zwrotny
Wszystko zmieniło się po śmierci ariańskiego biskupa Mediolanu, gdy miasto stanęło na skraju wojny domowej między katolikami a heretykami. Jako rzymski urzędnik wszedłem do bazyliki, aby uspokoić wzburzone nastroje i zapobiec krwawym zamieszkom. Nagle w świątyni rozległ się dziecięcy głos, który zawołał donośnie: „Ambroży biskupem!”, co tłum natychmiast podchwycił, wprawiając mnie w takie przerażenie, że próbowałem uciekać z miasta. Cesarz Walentynian I potwierdził jednak ten niezwykły wybór ludu, traktując go jako jawną wolę samych niebios.
Czego dokonał?
Nie miałem wyjścia, przyjąłem więc chrzest, a zaledwie tydzień później, 7 grudnia 374 roku, zostałem konsekrowany na biskupa Mediolanu. Oddałem cały swój majątek ubogim i Kościołowi, po czym zacząłem intensywnie studiować Pismo Święte oraz pisma ojców greckich. Stałem się jednym z najgłośniejszych obrońców czystości wiary, bezkompromisowo walcząc z plagą arianizmu paraliżującą ówczesny świat. Moje płomienne kazania przyciągały tłumy, a ich moc odmieniła serce młodego Augustyna, którego osobiście ochrzciłem w 387 roku.
Nie bałem się potęgi ziemskich władców i potrafiłem stawić czoła samemu cesarzowi Teodozjuszowi Wielkiemu po dokonanej przez niego masakrze w Tesalonice. Zamknąłem przed nim drzwi katedry i zmusiłem najpotężniejszego człowieka świata do odbycia publicznej pokuty za przelaną krew. Wprowadziłem także do liturgii Zachodu śpiew antyfonalny oraz napisałem liczne hymny, które do dziś poruszają ludzkie serca. Moje liczne traktaty teologiczne i moralne sprawiły, że zostałem zaliczony do grona 4 wielkich doktorów Kościoła zachodniego.
Śmierć i kult
Moja ziemska misja dobiegła końca w Wielki Piątek, 4 kwietnia 397 roku w Mediolanie, gdzie zostałem pochowany w bazylice noszącej dziś moje imię. Moje relikwie spoczywają tam do dzisiaj, otoczone głęboką czcią wiernych z całego świata. Kościół wspomina mnie 7 grudnia, czyli w rocznicę moich święceń biskupich, a nie w dzień śmierci, co jest wyjątkowym wyróżnieniem. Mój kult jako wzoru pasterza, wybitnego kaznodziei i obrońcy uciśnionych przetrwał stulecia, inspirując kolejne pokolenia do odwagi.