„Pan wysłuchał mojej modlitwy, będę miała potomstwo,
o którym będzie się mówiło na całym świecie”.
Kim była?
Przez całe dekady znosiłam największą hańbę, jaką mogła wyobrazić sobie żydowska kobieta w starożytnym świecie, ponieważ byłam bezpłodna. Nazywam się Anna, co w języku hebrajskim oznacza łaskę, chociaż przez większość mojego dojrzałego życia wcale nie czułam się obdarzona Bożym błogosławieństwem. Pochodziłam z królewskiego rodu Dawida i urodziłam się w Betlejem, a moim wybranym mężem został sprawiedliwy oraz niezwykle pobożny Joachim. Mieszkaliśmy w Jerozolimie, gdzie wiódł nas spokojny rytm modlitw i ofiar, jednak brak potomstwa odbierał nam radość, sprawiając, że sąsiedzi szeptali o ukrytych grzechach ściągających na nas gniew Stwórcy.
Moje cierpienie osiągnęło absolutny szczyt w dniu, kiedy kapłan w świątyni jerozolimskiej publicznie odrzucił dary ofiarne mojego męża, uznając nas za ludzi przeklętych przez samego Boga. Joachim, zdruzgotany tym upokorzeniem, nie wrócił do naszego domu, lecz uciekł na pustynię, aby przez 40 dni pościć i błagać Najwyższego o litość nad naszym losem. Zostałam całkowicie sama, opłakując moją starość, moje sieroctwo oraz moją bezdzietność, a każdy kolejny dzień pogłębiał moją ogromną życiową samotność i niekończącą się rozpacz. Zastanawiasz się czasem, jak wielką wiarę trzeba mieć, aby w obliczu tak ostatecznego odrzucenia nadal ufać w Bożą sprawiedliwość?
Punkt zwrotny
Kiedy mój smutek wydawał się już niemożliwy do zniesienia, a ludzkie nadzieje na macierzyństwo całkowicie zgasły, objawił mi się anioł Pana z niesamowitą i wstrząsającą nowiną. Ten niebiański posłaniec ogłosił, że moje gorące modlitwy zostały wreszcie wysłuchane, a poczęte przeze mnie dziecko będzie znane i wielbione przez wszystkie pokolenia na całej ziemi. Natychmiast wybiegłam na spotkanie mojego powracającego z pustyni męża, z którym spotkałam się przy jerozolimskiej Złotej Bramie, gdzie padliśmy sobie w objęcia, płacząc z ogromnej radości. Zrozumieliśmy wtedy oboje, że Bóg celowo doświadczał nas przez te wszystkie trudne lata, aby ukazać swoją nieskończoną potęgę i przygotować nas na przyjęcie największego ze wszystkich cudów.
Czego dokonała?
Moim największym życiowym osiągnięciem i dziełem, do którego zostałam powołana od samego początku, było urodzenie oraz wychowanie Miriam, czyli Maryi, przyszłej Matki Zbawiciela. Kiedy moja córka skończyła 3 lata, wspólnie z Joachimem zaprowadziliśmy ją do świątyni w Jerozolimie, aby zgodnie z wcześniej złożonym ślubowaniem oddać ją na wyłączną służbę Bogu. Zgodnie ze starożytną tradycją przekazaliśmy ją pod opiekę kapłanów, patrząc z dumą i drżeniem serca, jak samodzielnie pokonuje świątynne stopnie, nie oglądając się nawet za swoimi ziemskimi rodzicami. Wypełniłam w ten sposób moje najważniejsze posłannictwo, przygotowując całkowicie bezgrzeszne i czyste naczynie, w którym już wkrótce miało zamieszkać Słowo Wcielone, odmieniając losy całego wszechświata.
Wychowując Maryję w najwcześniejszych latach jej życia, uczyłam ją przede wszystkim gorącej miłości do Boga, znajomości pism proroków oraz szacunku do prawa przekazanego nam przez Mojżesza. Nasz cichy, przepełniony modlitwą dom stał się główną szkołą dla tej, która miała w przyszłości nosić pod swoim sercem samego Mesjasza, na którego czekał cały Izrael. Moja macierzyńska troska, cierpliwość oraz codzienna praca ukształtowały w niej cnoty posłuszeństwa i pokory, dzięki którym mogła później bez wahania wypowiedzieć swoje słynne i decydujące słowa podczas zwiastowania. Oddając ją do świątyni, zrezygnowałam z moich własnych ambicji i poczucia posiadania dziecka, całkowicie powierzając jej niezwykłą przyszłość w nieomylne ręce Bożej Opatrzności.
Śmierć i kult
Tradycja chrześcijańska głosi, że odeszłam z tego świata w bardzo podeszłym wieku, otoczona czułą opieką mojej wspaniałej córki oraz samego Jezusa Chrystusa, co uczyniło mnie patronką dobrej śmierci. Mój kult rozwinął się bardzo wcześnie, a już w 4 oraz 5 stuleciu naszej ery wznoszono na Wschodzie okazałe bazyliki poświęcone mojemu imieniu. Relikwie mojej osoby zostały z czasem rozproszone po wielu zakątkach Europy, a w 1584 roku papież oficjalnie ustanowił moje święto w całym Kościele powszechnym na dzień 26 lipca. Dzisiaj liczne rzesze wiernych na całym świecie wzywają mojego orędownictwa, prosząc o pomoc w sprawach małżeńskich, o dar potomstwa oraz o błogosławieństwo dla swoich rodzin i domostw.