"Drzwi do Nieba są otwarte dla wszystkich"!
Kim była?
Miałam zaledwie 14 lat, gdy ostrze miecza zakończyło moje ziemskie życie, ale wcale się nie bałam, bo wiedziałam, dokąd zmierzam. Nazywam się Anna Wang i pochodzę z małej chińskiej wsi Majiazhuang, położonej w prowincji Hebei. Urodziłam się w 1886 roku w ubogiej, ale bardzo pobożnej rodzinie chrześcijańskiej. Moje dzieciństwo szybko przestało być beztroskie, ponieważ wcześnie straciłam ukochaną matkę, co na zawsze zmieniło mój los.
Po przedwczesnej śmierci mojej ukochanej matki, nowa macocha traktowała mnie niezwykle surowo i zupełnie nie rozumiała mojej głębokiej wiary. Chciała mnie za wszelką cenę zmusić do małżeństwa z dużo starszym i zamożnym poganinem, aby tylko poprawić naszą trudną sytuację materialną. Stanowczo i odważnie odmówiłam, ponieważ w głębi serca złożyłam już prywatny ślub czystości i pragnęłam oddać swoje życie wyłącznie Bogu. Zamiast wdawać się w spory, często uciekałam na długie modlitwy, szukając ukojenia i wewnętrznej siły wśród ciągłych domowych awantur i niepokojów.
Punkt zwrotny
W 1900 roku przez Chiny przetoczyła się brutalna fala nienawiści znana powszechnie jako powstanie bokserów, bezwzględnie wymierzona w cudzoziemców i wyznawców Chrystusa. Wraz z moją najbliższą rodziną oraz dużą grupą innych katolików z naszej wioski zostaliśmy brutalnie schwytani przez zbrojnych powstańców i uwięzieni. Zaproponowano nam natychmiastowe ocalenie życia i wolność w zamian za jednoznaczne, publiczne wyrzeczenie się naszej wiary, ale odmówiłam bez chwili wahania. Czy ty potrafiłbyś zaryzykować absolutnie wszystko dla czegoś, w co wierzysz całym swoim młodym sercem i duszą?
Czego dokonała?
W tamtych pełnych grozy i niepewności dniach lipca 1900 roku starałam się być najsilniejszym oparciem dla innych przerażonych współwięźniów. Choć byłam tylko prostą dziewczyną mającą zaledwie 14 lat, moja niezachwiana ufność w obietnicę życia wiecznego dodawała ogromnej odwagi starszym i młodszym chrześcijanom. Gdy bojówkarze wyprowadzili nas na brutalne miejsce egzekucji, wielu z nich wielokrotnie próbowało mnie nakłonić do ostatecznej zdrady, obiecując wolność ze względu na mój wyjątkowo młody wiek. Wybrałam jednak wierność mojemu Zbawicielowi, stanowczo odrzucając ich puste obietnice z niewzruszonym i jasnym spokojem na twarzy.
Moim największym życiowym dokonaniem na ziemi nie było założenie wielkiego zgromadzenia zakonnego ani napisanie wybitnych teologicznych ksiąg, lecz oddanie własnego życia w obronie najwyższej prawdy. Kiedy brutalnie prowadzono naszą niewielką grupę na stracenie, nie płakałam z przerażenia, a wręcz przeciwnie, stanowczo prosiłam moich bliskich, aby również powstrzymali łzy smutku i rozpaczy. Moja niezwykła i pełna pokoju postawa wobec nieuniknionej, szybko nadchodzącej śmierci wprawiła uzbrojonych i bezlitosnych oprawców w całkowite, niewytłumaczalne dla nich osłupienie. W ostatnich, dramatycznych chwilach ziemskiej pielgrzymki pokazałam całemu zlaicyzowanemu światu, że prawdziwa miłość do Boga jest zawsze nieskończenie silniejsza niż jakikolwiek paraliżujący lęk przed ludzkim okrucieństwem i cierpieniem.
Śmierć i kult
Dnia 22 lipca 1900 roku odważnie uklękłam przed moim bezlitosnym oprawcą z dłońmi pobożnie złożonymi do modlitwy oraz autentycznie jasnym uśmiechem na twarzy. Zanim opadł na moją szyję śmiertelny cios miecza, wypowiedziałam głośno słowa o bramach nieba szeroko otwartych dla wszystkich i wyszeptałam 3 razy święte imię Jezusa. Równe 100 lat później, dokładnie 1 października 2000 roku, papież Jan Paweł II oficjalnie wyniósł mnie oraz moich wiernych towarzyszy na ołtarze w Rzymie. Jako jedna z wielkiej grupy 120 chwalebnych męczenników chińskich stałam się trwałym, historycznym dowodem na to, że nawet najmłodsi wyznawcy mogą osiągnąć największe wyżyny chrześcijańskiego bohaterstwa.