"Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!"
Kim był?
Zdarto ze mnie żywcem skórę, ale zanim stałem się męczennikiem, prowadzono mnie ścieżkami pełnymi pyłu i wątpliwości. Nazywam się Bartłomiej, co w moim ojczystym języku oznacza po prostu syna Tolmaja, choć wielu z was zna mnie także jako Natanaela. Pochodzę z Kany Galilejskiej, małej osady, która niczym szczególnym nie wyróżniała się na mapie ówczesnego świata w I wieku. Byłem człowiekiem, który cenił prawdę i szczerze szukał Boga w dawnych pismach żydowskich proroków, czekając na nadejście prawdziwego pocieszenia dla całego Izraela.
Razem z moimi braćmi w wierze zostałem wybrany jako jeden z 12 apostołów, z którymi nasz Nauczyciel dzielił trudy codziennej wędrówki. Zawsze uważałem się za człowieka twardo stąpającego po ziemi, który absolutnie nie wierzy w łatwe obietnice i piękne, ale puste słowa. Czy potraficie sobie wyobrazić, jak trudno było zaufać komuś pochodzącemu z małego, pogardzanego przez wszystkich Nazaretu? Zawsze wolałem zadawać trudne pytania, zamiast ślepo podążać za wiwatującym tłumem, który szukał u Nauczyciela jedynie darmowego chleba i spektakularnych cudów.
Punkt zwrotny
Mój przyjaciel Filip przyszedł do mnie pewnego dnia i z wielkim entuzjazmem oznajmił, że odnalazł zapowiadanego Mesjasza. Zareagowałem bardzo chłodno i z wyraźnym powątpiewaniem, jednak ostatecznie poszedłem za nim z czystej ludzkiej ciekawości. Kiedy po raz pierwszy stanąłem przed Jezusem, On spojrzał na mnie i powiedział, że widział mnie pod drzewem figowym, zanim jeszcze Filip w ogóle mnie zawołał. To jedno przenikliwe spojrzenie i doskonała znajomość mojego ukrytego serca natychmiast złamały mój dotychczasowy sceptycyzm, zmieniając moje życie na zawsze.
Czego dokonał?
Po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu naszego Pana oraz po zesłaniu Ducha Świętego, opuściłem bezpieczne mury Jerozolimy z sercem pełnym niezwykłego zapału. Tradycja chrześcijańska wiernie głosi, że wyruszyłem w najdalsze krańce znanego nam wtedy świata, niosąc Dobrą Nowinę ludom żyjącym w ciemności i błąkającym się bez pasterza. Dotarłem ze słowem Bożym aż do odległych Indii, gdzie odważnie głosiłem ewangelię według świętego Mateusza i zakładałem zupełnie pierwsze wspólnoty chrześcijańskie na tamtych ziemiach. Potem moje misyjne drogi niespodziewanie poprowadziły mnie do górzystej Armenii, Frigii oraz trudnodostępnej Likaonii.
W Armenii moje wytrwałe nauczanie przyniosło ogromne owoce, a do nowej wiary skutecznie przekonałem nawet Polimpiusza, rodzonego brata samego króla Astiagesa. Niestety, moje sukcesy duszpasterskie i liczne spektakularne nawrócenia wywołały olbrzymią wściekłość lokalnych kapłanów starożytnych pogańskich bóstw. Z przerażeniem widzieli oni, jak ich złote świątynie szybko pustoszeją, a prosta ludność masowo odwraca się od dawnych wierzeń i rzeźbionych bożków. Zaczęli bezwzględnie knuć spisek przeciwko mnie, domagając się od swojego władcy stanowczej reakcji na moje stale rosnące wpływy w jego królestwie.
Śmierć i kult
Król Astiages wkrótce kazał mnie pojmać i skazał na najokrutniejszą z możliwych kar, aby ostatecznie odstraszyć moich wiernych wyznawców w armeńskim mieście Albanopolis około 70 roku. Moi oprawcy bezlitośnie najpierw zdarli ze mnie żywcem całą skórę, a następnie brutalnie ucięli mi głowę, kończąc moje wszystkie ziemskie cierpienia. Moje doczesne relikwie wędrowały potem przez długie wieki, trafiając ostatecznie do Rzymu, gdzie bezpiecznie spoczywają w specjalnie wybudowanej bazylice na pięknej wyspie Tyberyjskiej. Dziś wierni na całym świecie ufnie modlą się do mnie o siłę w chorobach i trudnościach, a ja z nieba nieustannie wspieram ich w codziennej walce.