"Stat crux dum volvitur orbis
-
"Krzyż stoi niezachwianie, podczas gdy świat się obraca."
Kim był?
Miałem u stóp cały ówczesny świat, a jednak odrzuciłem władzę, zaszczyty i bogactwa, by zamknąć się w najgłębszej, niedostępnej dziczy. Urodziłem się około 1030 roku w zamożnej rodzinie w niemieckiej Kolonii. Posiadałem bystry umysł, dlatego szybko zdobyłem gruntowne wykształcenie, a w 1056 roku stanąłem na czele słynnej szkoły katedralnej w Reims we Francji. Mój autorytet rósł z każdym rokiem, a uczniowie, wśród których był nawet późniejszy papież Urban II, patrzyli na mnie z ogromnym podziwem.
Wkrótce zostałem kanclerzem archidiecezji, co oznaczało wielkie wpływy, ale także konieczność zderzenia się z mroczną stroną Kościoła. Miejscowy arcybiskup Manasses kupił swoje stanowisko, a ja nie potrafiłem milczeć wobec takiej jawnej korupcji i zepsucia. Moja bezkompromisowa postawa doprowadziła do otwartego konfliktu, przez który straciłem cały majątek i musiałem udać się na wygnanie. Czy potrafisz wyobrazić sobie porzucenie lukratywnej kariery tylko po to, by pozostać w zgodzie z własnym sumieniem?
Punkt zwrotny
Po usunięciu niegodnego biskupa, wielu widziało mnie na jego miejscu, ale ja pragnąłem czegoś zupełnie innego. Wraz z 6 podobnie myślącymi towarzyszami udałem się w 1084 roku do biskupa Hugona z Grenoble, prosząc o miejsce, gdzie moglibyśmy żyć w całkowitym odosobnieniu. Biskup wskazał nam dziką, trudno dostępną dolinę w Alpach o nazwie Chartreuse, co po polsku brzmi Kartuzja. Zbudowaliśmy tam proste, drewniane eremy połączone krużgankiem, kładąc podwaliny pod najsurowszy zakon w całej historii chrześcijaństwa.
Czego dokonał?
Jako założyciel zakonu kartuzów nie napisałem żadnej obszernej reguły, gdyż uważałem, że to nasze codzienne życie w surowym milczeniu jest najlepszym drogowskazem. Całe dnie spędzaliśmy na modlitwie, fizycznej pracy i przepisywaniu ksiąg, z dala od pokus głośnego, nieustannie pędzącego świata. Nasz zakon jako jedyny nigdy nie wymagał reformy, ponieważ od samego początku trzymaliśmy się radykalnie ewangelicznych zasad. Moim największym osiągnięciem było stworzenie przestrzeni, w której człowiek może nieustannie obcować z Bogiem bez jakichkolwiek ziemskich rozpraszaczy.
Mój święty spokój nie trwał jednak długo, gdyż w 1090 roku dawny uczeń, papież Urban II, wezwał mnie do Rzymu na swojego osobistego doradcę. Przebywanie na gwarnym dworze papieskim było dla mnie ogromnym ciężarem i prawdziwą duchową udręką. Chociaż oferowano mi prestiżowe arcybiskupstwo Reggio, błagałem Ojca Świętego, aby pozwolił mi wrócić do pustelniczego życia. Ostatecznie papież wyraził zgodę i dzięki temu mogłem założyć kolejną pustelnię w Kalabrii, gdzie wreszcie odzyskałem upragnioną ciszę.
Śmierć i kult
Odszedłem z tego świata 6 października 1101 roku w mojej ukochanej kalabryjskiej pustelni Santa Maria. Mój zakon zawsze unikał rozgłosu, dlatego kartuzi nigdy nie zabiegali o moją oficjalną kanonizację. Dopiero w 1514 roku papież Leon X ustnie zaaprobował mój kult, wprowadzając go najpierw do kalendarza zakonnego, a po ponad 100 latach do kalendarza całego Kościoła powszechnego. Moje życie udowadnia, że prawdziwa wielkość często kryje się w najgłębszym ukryciu oraz dobrowolnym wyrzeczeniu.