"Człowiek, który rządzi swoimi namiętnościami, jest panem świata. My musimy nimi rządzić, albo one będą rządzić nami."
Kim był?
Zanim w ogóle pojawiłem się na świecie, moja matka miała przerażający sen, w którym urodziła psa biegnącego z płonącą pochodnią w pysku. Ten obraz zapowiadał, że moje życie będzie polegało na rozpalaniu ognia wiary w sercach ludzi na całym świecie. Urodziłem się około 1170 roku w hiszpańskiej miejscowości Caleruega, w szlacheckiej rodzinie de Guzman. Rodzice zadbali o moje wykształcenie, dlatego w wieku 14 lat rozpocząłem studia w Palencji, zgłębiając filozofię i teologię.
Szybko zrozumiałem, że martwa wiedza nie ma znaczenia, gdy obok cierpią żywi ludzie. Gdy w Hiszpanii zapanował potężny głód, bez wahania sprzedałem swoje najcenniejsze pergaminowe księgi, by za zdobyte pieniądze kupić chleb dla umierających z głodu. Czy wy potrafilibyście oddać swój najcenniejszy majątek, by ratować zupełnie obcych wam ludzi? Ten akt miłosierdzia ukształtował moją przyszłość, ucząc mnie, że miłość do bliźniego jest najwyższym prawem każdego chrześcijanina.
Punkt zwrotny
Prawdziwy przełom w moim życiu nastąpił na przełomie lat 1203 i 1204, kiedy wyruszyłem z misją dyplomatyczną przez południową Francję. Tam ze wstrząsem odkryłem, jak wielu ludzi odrzuciło Kościół, dając się uwieść szerzącej się herezji katarów, zwanych albigensami. Zrozumiałem wtedy, że dotychczasowe metody duszpasterskie są bezużyteczne wobec tych świetnie wykształconych, ale żyjących w skrajnej ascezie innowierców. Wiedziałem, że aby do nich dotrzeć, muszę połączyć głęboką wiedzę teologiczną z całkowitym ubóstwem i wędrownym trybem życia.
Czego dokonał?
Zrezygnowałem z wygód i zacząłem przemierzać drogi boso, jako ubogi kaznodzieja, głosząc prawdę wyłącznie siłą argumentów i własnego przykładu. W 1215 roku w Tuluzie założyłem Zakon Kaznodziejski, który ówczesny papież oficjalnie zatwierdził już rok później. Moja wizja była nowatorska, ponieważ wysyłałem swoich braci w świat, aby studiowali na najlepszych uniwersytetach, a następnie bez lęku głosili Ewangelię. Nazywano nas psami Pańskimi, co stanowiło piękne nawiązanie do proroczego snu mojej matki z czasów mojego dzieciństwa.
Nie budowałem potężnych twierdz ani bogatych klasztorów, lecz inwestowałem w intelekt i duchowość moich naśladowców. W krótkim czasie rozesłałem zaledwie 16 pierwszych braci do Paryża, Bolonii i Hiszpanii, a wkrótce nasz zakon rozrósł się w potężną siłę odnawiającą oblicze Kościoła. Całe moje dnie wypełniała żarliwa praca misyjna, a noce spędzałem na długiej, wyczerpującej modlitwie w opustoszałych kaplicach. Zawsze starałem się trzymać jednej, prostej zasady: rozmawiać wyłącznie z Bogiem albo mówić tylko o Bogu.
Śmierć i kult
Nieludzki wysiłek, ciągłe piesze wędrówki oraz surowe pokuty szybko wyczerpały moje siły witalne. Zmarłem w opinii świętości 6 sierpnia 1221 roku w Bolonii, otoczony modlącymi się braćmi z mojego zakonu. Liczne i wnikliwie udokumentowane cuda dokonywane za moim wstawiennictwem sprawiły, że papież kanonizował mnie już w 1234 roku. Moje relikwie do dziś spoczywają w bolońskim kościele dominikanów we wspaniałym grobowcu, a dzieło Zakonu Kaznodziejskiego wciąż płonie jasnym światłem we wszystkich zakątkach ziemskiego globu.