Communio Sanctorum
Ułatwienia

Św. Dominik Guzman

Patron kaznodziejów

◆ Podstawowa ⌛ XII wiek
Kolekcjonujesz karty? Zaloguj się do klasera. Zaloguj się
"Z ziarnem postępować trzeba tak samo: rzucone na wiatr fruwa, a w spichlerzu gnije."

Kim był?

Czy w dobie klęski głodu sprzedałbyś bez wahania swój najcenniejszy skarb, aby nakarmić całkowicie obcych ci ludzi? Ja tak właśnie zrobiłem w czasach studenckich w Palencji, pozbywając się moich drogocennych, ręcznie przepisanych ksiąg, ponieważ uważałem, że nie mogę studiować na martwych skórach, gdy obok umierają żywi ludzie. Przyszedłem na świat około 1170 roku w hiszpańskiej miejscowości Caleruega, jako syn zamożnej rodziny Guzmanów. Według tradycji, moja matka Joanna z Azy przed moim narodzeniem miała proroczy sen, w którym wydała na świat psa trzymającego w pysku płonącą pochodnię.

Po zakończeniu moich studiów teologicznych przyjąłem święcenia kapłańskie i dołączyłem do kapituły kanoników regularnych w moim rodzinnym biskupstwie Osma. Życie tam płynęło mi spokojnie na żarliwej modlitwie, zgłębianiu Pisma Świętego oraz wspólnym śpiewie psalmów. Nie planowałem wielkich podróży, pragnąc jedynie w ciszy służyć Bogu pod przewodnictwem mądrego biskupa Diego. Wkrótce jednak Opatrzność brutalnie wyrwała mnie z tego uporządkowanego świata, by rzucić w sam środek wielkiego religijnego zamętu.

Punkt zwrotny

Prawdziwy punkt zwrotny nadszedł w 1203 roku, gdy wyruszyłem z moim biskupem w długą dyplomatyczną misję na północ Europy. Przejeżdżając przez południową Francję, ze zgrozą odkryłem, że tysiące ludzi porzuciło wiarę katolicką na rzecz surowej, dualistycznej herezji katarów. Zrozumiałem wtedy, że dotychczasowe metody walki z błędami, oparte na przepychu papieskich legatów, są całkowicie nieskuteczne i budzą jedynie gniew prostego ludu. Postanowiłem zostać w Langwedocji, by zwalczać herezję wyłącznie siłą racjonalnych argumentów, ewangelicznym ubóstwem i pieszym wędrowaniem od wioski do wioski.

Czego dokonał?

Przez kolejną dekadę samotnie przemierzałem południową Francję, prowadząc żarliwe dysputy teologiczne z przywódcami heretyków. Widząc ogromne zapotrzebowanie na wykształconych i ubogich kaznodziejów, zgromadziłem wokół siebie grupę podobnie myślących braci. Tak narodził się Zakon Kaznodziejski, który został oficjalnie zatwierdzony przez papieża Honoriusza III w 1216 roku. Natychmiast po tym wydarzeniu podjąłem zuchwałą decyzję o rozproszeniu moich braci po całej Europie, wysyłając ich na największe ówczesne uniwersytety w Paryżu i Bolonii.

Wiedziałem, że zatrzymanie braci w jednym klasztorze doprowadzi do stagnacji, dlatego przypominałem im, że ziarno rzucone na wiatr owocuje, a w spichlerzu gnije. Mój zakon szybko stał się potężną siłą intelektualną Kościoła, łącząc głębokie studia teologiczne z surowym, żebraczym życiem. Zależało mi na demokratycznych strukturach, dlatego wprowadziłem w naszym zakonie system kadencyjnych przełożonych, którzy byli wybierani przez samych zakonników. Tradycja przypisuje mi również gorliwe szerzenie modlitwy różańcowej, którą uważałem za potężną broń duchową w walce o dusze.

Śmierć i kult

Nieustanne i wyczerpujące piesze podróże po całej Europie ostatecznie zrujnowały moje zdrowie. Zmarłem w otoczeniu moich zapłakanych braci w Bolonii w sierpniu 1221 roku, mając zaledwie niewiele ponad 50 lat. Moje relikwie spoczywają dziś we wspaniałym bolońskim grobowcu zwanym Arca di San Domenico. Już w 1234 roku papież Grzegorz IX, który znał mnie osobiście, oficjalnie ogłosił mnie świętym, a mój zakon do dziś kontynuuje misję głoszenia prawdy na całym świecie.

Masz pytanie lub uwagę?

Chcesz dowiedzieć się więcej, zadać pytanie lub czegoś brakuje? Zostaw wiadomość i adres e-mail — odpiszemy.

0 / 4000