"Jezu, ufam Tobie!"
Kim była?
Wyobraźcie sobie, że zaledwie w wieku 7 lat po raz pierwszy usłyszałam w duszy bardzo wyraźny głos samego Boga, który wezwał mnie do życia doskonalszego i pełnego oddania. Przyszłam na świat w 1905 roku w małej polskiej wsi Głogowiec jako trzecie z 10 dzieci w bardzo ubogiej i pobożnej rodzinie rolniczej. Na chrzcie świętym nadano mi imię Helena, a moje dzieciństwo było naznaczone ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami. Z powodu ogromnej biedy panującej w naszym domu mogłam uczęszczać do szkoły podstawowej przez zaledwie niecałe 3 lata, po czym musiałam opuścić dom i podjąć pracę jako służąca u zamożniejszych rodzin.
Moi rodzice stanowczo odmawiali mi zgody na wstąpienie do zakonu, tłumacząc to brakiem pieniędzy na wymagany wówczas posag. Jednak latem 1924 roku, podczas zabawy tanecznej w łódzkim parku, ujrzałam umęczonego Jezusa, który nakazał mi natychmiastowy wyjazd do Warszawy. Z wielką determinacją i wbrew woli najbliższych, w 1925 roku przekroczyłam próg Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Otrzymałam tam habit oraz nowe imię zakonne Maria Faustyna, by odtąd prowadzić życie niezwykle ukryte, wykonując najprostsze prace w kuchni, piekarni, ogrodzie i na furcie.
Punkt zwrotny
Ten najważniejszy moment mojego ziemskiego życia wydarzył się wieczorem 22 lutego 1931 roku w mojej skromnej celi w Płocku. To właśnie tam nagle ujrzałam Pana Jezusa ubranego w białą szatę, z którego serca wychodziły dwa jasne promienie: jeden czerwony, a drugi blady. Otrzymałam wtedy wyraźne polecenie, aby namalować obraz ukazujący tę wizję, oparty na tym co widzę, wraz z podpisem na dole mówiącym o miłosierdziu. Czy potraficie sobie wyobrazić, jak ogromny lęk i niedowierzanie ogarnęły serce prostej zakonnicy, której zlecono przekazanie tak potężnego orędzia całemu światu?
Czego dokonała?
Mimo wielu początkowych trudności, niezrozumienia ze strony przełożonych i moich własnych wątpliwości, podjęłam się tej wielkiej misji głoszenia orędzia o Bożym Miłosierdziu. Z pomocą mojego wileńskiego spowiednika, księdza Michała Sopoćki, w 1934 roku udało mi się doprowadzić do namalowania pierwszego wizerunku Miłosiernego Zbawiciela przez artystę Eugeniusza Kazimirowskiego. Na polecenie kierowników duchowych zaczęłam również spisywać swoje mistyczne przeżycia, wizje i spotkania z Jezusem w zeszytach, które dzisiaj znane są na całym świecie jako mój Dzienniczek. Zanotowałam tam nie tylko słowa Zbawiciela, ale także podyktowaną mi w 1935 roku Koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz wezwanie do ustanowienia nowego święta.
Moim głównym zadaniem, zleconym bezpośrednio przez samego Boga, stało się przypomnienie ludzkości zapomnianej prawdy biblijnej o nieskończonej miłości miłosiernej do każdego człowieka. Przez lata z pokorą znosiłam niezwykle bolesne cierpienia fizyczne oraz duchowe, ofiarując je za nawrócenie biednych grzeszników i ratunek dla dusz w czyśćcu cierpiących. Pan Jezus obiecał mi, że każdy, kto będzie czcił Jego miłosierdzie i odmawiał przekazaną przeze mnie koronkę, dostąpi wielkich łask w godzinie swojej śmierci. Stałam się w ten sposób sekretarką Bożego Miłosierdzia, której słabość i niewykształcenie Bóg wykorzystał do przypomnienia światu o swoim największym przymiocie.
Śmierć i kult
Moje ziemskie życie dobiegło końca bardzo szybko, gdyż zmarłam na gruźlicę w Krakowie 5 października 1938 roku, mając zaledwie 33 lata. Choć odeszłam w całkowitym ukryciu, to wkrótce po drugiej wojnie światowej kult Bożego Miłosierdzia, którego byłam głosicielką, rozprzestrzenił się błyskawicznie po wszystkich kontynentach. W dniu 30 kwietnia 2000 roku papież Jan Paweł II, na placu Świętego Piotra w Rzymie, uroczyście ogłosił mnie świętą Kościoła katolickiego. Wtedy też zostało ostatecznie spełnione żądanie Jezusa, ponieważ ustanowiono w całym Kościele Święto Miłosierdzia Bożego, przypadające zawsze w pierwszą niedzielę po Wielkanocy.