"Módl się do Boga i pracuj, a On ci pobłogosławi".
Kim był?
Wyobraź sobie sytuację, w której zawistni współpracownicy donoszą gospodarzowi, że zamiast ciężko pracować, spędzasz cenne godziny na modlitwie, lecz gdy szef przybywa na pole z reprymendą, widzi świetliste anioły orzące ziemię w twoim zastępstwie. Takie właśnie niesamowite wydarzenia przypisuje się mi, choć z urodzenia byłem jedynie niezwykle ubogim rolnikiem mieszkającym w okolicach Madrytu. Przyszedłem na świat w chłopskiej rodzinie około 1080 roku, kiedy to Półwysep Iberyjski wciąż był areną zmagań między chrześcijanami a muzułmanami. Z powodu skrajnej biedy moich rodziców nie mogłem odebrać żadnego formalnego wykształcenia, dlatego od najmłodszych lat musiałem zarabiać na chleb najcięższą pracą fizyczną na cudzych polach.
Zdecydowaną większość mojego ziemskiego życia spędziłem jako zwykły parobek w rozległym majątku ziemskim zamożnego szlachcica Jana de Vargas. Choć nie posiadałem absolutnie żadnego bogactwa ani wysokiej pozycji społecznej, moje dni wypełniała głęboka wiara, która nadawała wyższy sens każdej kropli potu wylanej na roli. Ożeniłem się z pobożną Marią Torribią, z którą wspólnie staraliśmy się prowadzić życie pełne miłości do Boga oraz nieustannego współczucia dla najbardziej potrzebujących. Czy można odnaleźć drogę do prawdziwej świętości w tak prozaicznym, codziennym trudzie i brudzie uprawianej ziemi?
Punkt zwrotny
Moje życie nie obfitowało w nagłe, widowiskowe przełomy, ponieważ moim największym punktem zwrotnym była codzienna, niezachwiana decyzja o dzieleniu się wszystkim, co miałem, z jeszcze uboższymi od siebie. Pomimo własnej biedy, każdego dnia przynosiłem część mojego skromnego posiłku głodującym żebrakom, wierząc, że w ich twarzach ukrywa się sam Chrystus. Pewnego mroźnego zimowego dnia, niosąc ziarno do młyna, dostrzegłem stado wygłodniałych ptaków, więc bez wahania rozsypałem dla nich część mojego drogocennego ładunku. Ku zdumieniu sąsiadów, po dotarciu do młyna okazało się, że z resztki ziarna uzyskałem znacznie więcej wspaniałej mąki, niż gdybym zmielił cały pełny worek.
Czego dokonał?
Moim największym życiowym osiągnięciem nie było napisanie mądrych traktatów teologicznych ani założenie wielkich zakonów, ale udowodnienie światu, że uczciwa praca fizyczna jest wspaniałą formą modlitwy. Każdy mój dzień pracy na roli rozpoczynał się od uczestnictwa w porannej Mszy Świętej, z której czerpałem siły do zmagania się z ciężarem codziennych obowiązków. Pracodawca wielokrotnie naocznie przekonywał się, że chociaż spędzałem wiele cennego czasu w kościele, moje pole zawsze było najlepiej uprawione, a plony najbardziej obfite ze wszystkich. Bóg błogosławił moim wysiłkom do tego stopnia, że z mojego niewielkiego przydziału żywności zawsze wystarczało jedzenia dla licznych biedaków, których regularnie zapraszałem do mojego skromnego stołu.
Wszelkie cuda, które działy się wokół mnie, jak choćby cudowne uderzenie kijem w suchą ziemię, z której trysnęło źródło krystalicznej wody dla spragnionego pana de Vargas, uważałem jedynie za działanie Bożej łaski. Nigdy nie przypisywałem sobie żadnych niezwykłych zasług, pozostając do samego końca życia cichym, pokornym sługą, który po prostu starał się rzetelnie wykonywać swoje obowiązki. Pokazałem swoim życiem, że doskonałość chrześcijańska jest w pełni dostępna dla zwykłych ludzi świeckich żyjących w małżeństwie i pracujących w najcięższych zawodach. Moje skromne świadectwo uczyniło z pracy rolnika szanowaną drogę do zbawienia, inspirując później rzesze chłopów w całej ówczesnej Europie.
Śmierć i kult
Odszedłem z tego świata w opinii świętości w dniu 15 maja 1130 roku, a moje ciało spoczęło na miejscowym cmentarzu świętego Andrzeja w Madrycie. Kiedy dokładnie 40 lat po mojej śmierci wydobyto moje szczątki, okazało się, że nie uległy one najmniejszemu rozkładowi, co zapoczątkowało niezwykle żywiołowy rozwój mojego kultu. W roku 1622 papież Grzegorz XV oficjalnie ogłosił mnie świętym w historycznym akcie kanonizacyjnym, wynosząc mnie na ołtarze w towarzystwie tak wielkich postaci jak Ignacy Loyola czy Teresa z Ávili. Dziś moje nienaruszone ciało wciąż odbiera wielką cześć w madryckim kościele katedralnym, a rolnicy na całym świecie nieustannie proszą mnie o wstawiennictwo przed Bogiem i opiekę nad ich ciężką pracą.