„Jacku, Syna mego niesiesz, a Mnie zostawiasz?
Weź Mnie ze sobą”!
(według tradycji słowa Maryi podczas najazdu Tatarów)
Kim był?
Ucieczka przed tatarskimi strzałami, ogień trawiący miasto i ciężka, kamienna figura w moich rękach to obraz, z którym najczęściej mnie kojarzycie. Nazywam się Jacek Odrowąż i urodziłem się około 1183 roku w Kamieniu Śląskim, w zamożnej i wpływowej rodzinie. Miałem przed sobą świetlaną przyszłość, dlatego odbyłem gruntowne studia w Krakowie, Pradze, Paryżu oraz Bolonii, zdobywając zaszczytny tytuł doktora prawa kanonicznego i teologii. Zostałem wyświęcony na kapłana, po czym powierzono mi funkcję kanonika krakowskiego, a u boku mojego wuja, biskupa Iwona Odrowąża, mogłem zrobić wspaniałą karierę kościelną.
Moje życie toczyło się spokojnie w utartych, dworskich koleinach, aż do pewnej ważnej podróży, która całkowicie odmieniła moje serce oraz plany na przyszłość. Wyobraźcie sobie szanowanego duchownego, który posiada ogromne bogactwo i wpływy, a nagle decyduje się porzucić to wszystko dla życia w surowym ubóstwie. Czy potrafilibyście zrezygnować z luksusowych wygód dla całkowicie nieznanej, wymagającej ogromnych poświęceń, ale fascynującej misji? Właśnie to odważnie uczyniłem, gdy podczas dyplomatycznej wizyty w Wiecznym Mieście zetknąłem się z zupełnie nowym sposobem służenia Bogu, który natychmiast mnie zachwycił.
Punkt zwrotny
Tym przełomowym momentem było spotkanie z niezwykłym charyzmatykiem, świętym Dominikiem Guzmanem, do którego doszło w Rzymie około 1220 roku, gdzie przebywałem z moim wujem. Zobaczyłem tam odważnych mnichów, którzy nie zamykali się w bezpiecznych klasztorach, ale wychodzili prosto do zwykłych ludzi, głosząc Ewangelię z wielką gorliwością i żyjąc wyłącznie z jałmużny. Byłem pod tak ogromnym, przytłaczającym wrażeniem ich pięknego świadectwa, że bez wahania poprosiłem Dominika o przyjęcie do nowo powstałego Zakonu Kaznodziejskiego. Otrzymałem z jego rąk tradycyjny biały habit i wkrótce wyruszyłem w drogę powrotną do ojczyzny jako nowicjusz, niosąc niezwykłą iskrę żywej wiary.
Czego dokonał?
Po radosnym powrocie do Krakowa w 1222 roku założyłem przy kościele Świętej Trójcy początkowy w Polsce klasztor dominikański, z którego wyszło wielu wybitnych misjonarzy. Moje życie błyskawicznie stało się nieustanną wędrówką, podczas której pieszo przemierzałem olbrzymie odległości, by zakładać kolejne placówki zakonne między innymi w czeskiej Pradze, Wrocławiu, Sandomierzu i nadmorskim Gdańsku. Zaniosłem świetliście płonącą pochodnię Ewangelii daleko poza granice mojego rodzinnego kraju, docierając z niebezpieczną misją na tereny Rusi, a nawet do Kijowa, gdzie z sukcesem założyłem chrześcijański klasztor w 1228 roku. Moja intensywna działalność misyjna objęła także dzikie Prusy, a wszędzie, gdzie się pojawiałem, stanowczo głosiłem słowo Boże, skutecznie godziłem zwaśnionych i sprowadzałem zbłąkanych na drogę trwałego pokoju.
Moja wytrwała praca absolutnie nie ograniczała się jedynie do głoszenia płomiennych kazań, ale obejmowała także bezpośrednią, praktyczną pomoc ubogim ludziom, dla których organizowałem szpitale oraz darmowe przytułki. Mimo nieuchronnego upływu lat nie traciłem młodzieńczego zapału, stale podróżując i pocieszając braci w nowo powstałych wspólnotach na terenie niemal całej Europy Środkowej oraz Wschodniej. Zawsze niosłem ze sobą głęboką cześć dla Najświętszego Sakramentu i ogromną, dziecięcą wręcz miłość do Matki Bożej, co ostatecznie znalazło piękne odzwierciedlenie w popularnych legendach o cudownym ocaleniu Eucharystii z płonącego Kijowa. Ta niezachwiana, potężna wiara pozwalała mi dokonywać wielu znaków, z których powszechnie słynąłem za życia, a moja bezkompromisowa praca misyjna ukształtowała duchowe oblicze tego regionu Europy na kolejne stulecia.
Śmierć i kult
Po wielu dekadach wyczerpującej, ale niezwykle owocnej pracy apostolskiej powróciłem do mojego umiłowanego Krakowa, gdzie w dniu 15 sierpnia 1257 roku ze spokojem oddałem ducha miłosiernemu Bogu. Moje doczesne szczątki spoczęły w kościele Świętej Trójcy, a to uświęcone miejsce błyskawicznie stało się celem licznych, masowych pielgrzymek i niewyczerpanym źródłem niezwykłych łask dla wiernych chrześcijan. Zostałem oficjalnie kanonizowany w 1594 roku przez papieża Klemensa VIII, a mój dynamiczny kult rozprzestrzenił się nie tylko w Polsce, ale też na całym chrześcijańskim świecie, docierając do obu Ameryk oraz dalekiej Azji. Dziś dumnie patronuję wielu wspaniałym kościołom i prężnym diecezjom, będąc dla was wiecznym przypomnieniem, że prawdziwa siła człowieka tkwi w absolutnym zaufaniu Bogu i nieustannej gotowości do niesienia Jego miłości na najdalsze krańce otaczającego świata.