„Miłować czynem i prawdą”
Kim był?
Wyobraźcie sobie, że mając zaledwie 10 lat, zostajecie nie królową, lecz pełnoprawnym królem potężnego państwa, z dala od rodzinnego domu. Urodziłam się prawdopodobnie 18 lutego 1374 roku na Węgrzech, jako najmłodsza córka potężnego władcy Ludwika Andegaweńskiego oraz księżniczki bośniackiej Elżbiety. Moje dzieciństwo było z góry zaplanowane przez polityczne ambicje moich rodziców, którzy pragnęli sojuszy dla naszej dynastii. Mając jedynie 4 lata, w 1378 roku zostałam związana warunkowym ślubem z Wilhelmem Habsburgiem, z którym miałam spędzić resztę życia po osiągnięciu dojrzałości.
Jednak los i polityka miały wobec mnie zupełnie inne plany, zmuszając mnie do szybkiego porzucenia beztroski dziecięcych lat. Zamiast spokojnego życia u boku habsburskiego księcia, krakowscy możnowładcy wezwali mnie na polski tron, oferując koronę. Musiałam opuścić ukochaną matkę i ojczyznę, aby jesienią 1384 roku przybyć do Krakowa i przyjąć brzemię władzy. Czy potraficie zrozumieć samotność dziecka, na którego barki złożono odpowiedzialność za losy całego królestwa?
Punkt zwrotny
Mój prawdziwy dramat i jednocześnie najważniejszy życiowy wybór nadszedł wkrótce po przybyciu na Wawel. Wielcy panowie polscy uznali, że mój związek z Wilhelmem musi zostać zerwany, a polską rację stanu zabezpieczy jedynie małżeństwo z wielkim księciem litewskim Jagiełłą. Wymagało to ode mnie ogromnego poświęcenia, a kroniki głoszą, że w rozpaczy próbowałam nawet wyrąbać toporem wawelską bramę, aby uciec do dawnego ukochanego. Ostatecznie jednak po długich modlitwach przed czarnym krucyfiksem zrozumiałam, że Bóg powołuje mnie do wielkiej misji chrystianizacji Litwy i dla dobra mojego nowego narodu w 1386 roku poślubiłam Władysława Jagiełłę.
Czego dokonał?
Jako współwładczyni Polski nigdy nie pragnęłam zaszczytów dla samej siebie, lecz całą moją pozycję i talenty oddałam na służbę Chrystusowi i powierzonemu mi ludowi. W 1387 roku stanęłam na czele wyprawy na Ruś Czerwoną, pokojowo odzyskując te ziemie dla Korony i triumfalnie wjeżdżając do Lwowa 8 marca. Dla chorych zakładałam liczne szpitale, nie szczędziłam własnego majątku na pomoc najuboższym, a fundując i odnawiając wiele kościołów, pragnęłam wzmacniać wiarę w całym kraju. Zawsze starałam się działać z roztropnością i łagodnością, łagodząc spory i będąc dla moich poddanych matką, a według słów potomnych, lustrem czystości i prostoty.
Moją najpilniejszą troską i jednocześnie największym dziedzictwem, z którego korzystały przyszłe pokolenia, stało się odnowienie Akademii Krakowskiej. Mając świadomość, że siła państwa leży w mądrości obywateli, wyjednałam w 1397 roku u papieża zgodę na otwarcie niezwykle ważnego wydziału teologicznego. W swoim testamencie cały mój osobisty majątek, w tym drogocenne klejnoty i stroje, zapisałam na rzecz rozwoju tego właśnie uniwersytetu. Dzięki tej hojnej darowiźnie Akademia mogła na nowo rozkwitnąć, kształcąc wspaniałych myślicieli, duchownych i naukowców na chwałę Polski i całego chrześcijańskiego świata.
Śmierć i kult
Moje ziemskie pielgrzymowanie zakończyło się przedwcześnie, niedługo po narodzinach i nagłej śmierci mojej wyczekiwanej jedynej córki Elżbiety Bonifacji. Zmarłam 17 lipca 1399 roku na Wawelu, mając zaledwie 25 lat, a mój lud natychmiast otoczył mnie kultem, wierząc w moją świętość. Na oficjalne uznanie przez Kościół trzeba było jednak czekać bardzo długo, gdyż kanonizacji dokonał papież Polak dopiero 8 czerwca 1997 roku na krakowskich Błoniach. Była to wyjątkowa w dziejach kanonizacja na polskiej ziemi, a moje wspomnienie przeniesiono z dies natalis właśnie na czerwiec, aby rodacy mogli zawsze uroczyście świętować moją pamięć.