"Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał".
Kim był?
Moją odciętą głowę podano na srebrnej misie jako makabryczny prezent dla zachłannej księżniczki, jednak zanim to nastąpiło, zdążyłem przygotować drogę samemu Zbawicielowi. Przyszedłem na świat w niewielkim judzkim mieście Ain Karim, jako długo wyczekiwany syn starego kapłana Zachariasza oraz bezpłodnej Elżbiety. Moje narodziny pod koniec 1 wieku przed naszą erą zostały zwiastowane przez anioła w świątyni, co odebrało mojemu ojcu mowę aż do dnia obrzezania. Od samego początku moje życie było cudownym znakiem wielkiej łaski Boga, który wybrał mnie na ostatniego proroka Starego Testamentu.
Zamiast wygodnego życia kapłana, wybrałem niesamowicie surowe przebywanie na jałowej Pustyni Judzkiej, gdzie dojrzewałem w ciszy i ascezie. Nosiłem tam jedynie szorstkie odzienie z wielbłądziej sierści przepasane skórzanym pasem, a za cały mój pokarm służyła szarańcza oraz dziki miód. Wyrzekłem się absolutnie wszystkiego, co świat uważał za cenne, aby całym swoim sercem i umysłem skupić się wyłącznie na usłyszeniu głosu Stwórcy. W samotności uczyłem się pokory, wiedząc, że wkrótce będę musiał stanąć przed tłumami z potężnym wezwaniem do radykalnej zmiany życia.
Punkt zwrotny
Przełomowy moment mojej niezwykłej misji nadszedł w 15 roku panowania cesarza Tyberiusza, kiedy opuściłem pustynię i stanąłem nad rzeką Jordan. Nauczałem tam tłumy i udzielałem chrztu pokuty, aż pewnego dnia w grupie grzeszników dostrzegłem zbliżającego się mojego krewnego, Jezusa z Nazaretu. Choć początkowo gwałtownie wzbraniałem się przed ochrzczeniem Tego, któremu nie byłem godzien nawet rozwiązać rzemyka u sandałów, ostatecznie z pokorą spełniłem Jego wolę. Wtedy ujrzałem Ducha Świętego zstępującego na Niego w postaci gołębicy i usłyszałem głos Ojca, co ostatecznie potwierdziło, że mój cel został właśnie w pełni osiągnięty.
Czego dokonał?
Swoim niezwykle surowym nauczaniem wstrząsnąłem sumieniami ogromnej rzeszy ludzi z całej Judei i Jerozolimy, bezustannie nawołując ich do szczerego nawrócenia. Nigdy nie owijałem w bawełnę, odważnie nazywając faryzeuszy i saduceuszy plemieniem żmijowym oraz kategorycznie żądając wydawania dobrych owoców godnych prawdziwej pokuty. Mój głos stał się wyrazistym głosem wołającego na pustyni, który z żarliwością prostował ścieżki dla nadchodzącego Pana i zgromadził wokół mnie oddanych uczniów. Nie ugiąłem się nawet przed najwyższą władzą, bezkompromisowo i publicznie wypominając tetrarsze Herodowi Antypasowi jego wielki grzech kazirodczego związku z żoną własnego brata.
Moja niezłomna odwaga w głoszeniu niewygodnej prawdy doprowadziła mnie ostatecznie do mrocznego lochu w ponurej twierdzy Macheront, gdzie zostałem brutalnie uwięziony przez mściwego Heroda. Nawet w tych niezwykle trudnych warunkach nie straciłem wiary, wysyłając stamtąd swoich najwierniejszych uczniów prosto do Jezusa, aby ostatecznie utwierdzili się w przekonaniu o Jego mesjańskim posłannictwie. Z ogromną radością patrzyłem w sercu, jak moi dawni słuchacze odchodzą do Zbawiciela, ponieważ od samego początku dokładnie wiedziałem, że ja jestem tylko drogowskazem. Czyż nie ma nic piękniejszego niż całkowite wypełnienie swojego powołania i ustąpienie miejsca Temu, który jest prawdziwą Światłością świata?
Śmierć i kult
Zakończyłem swoje burzliwe życie około 32 roku, bezlitośnie ścięty mieczem kata z powodu podstępnej intrygi mściwej Herodiady i bezmyślnej przysięgi pijanego Heroda. Zostałem haniebnie zamordowany w ciemnym więzieniu, a moje zmasakrowane ciało z ogromnym szacunkiem pogrzebali moi wierni uczniowie w głębokim smutku i żałobie. Kościół katolicki czci mnie w sposób absolutnie wyjątkowy, obchodząc uroczyście aż 2 wielkie święta: mojego cudownego narodzenia w dniu 24 czerwca oraz krwawego męczeństwa w dniu 29 sierpnia. Przez wszystkie kolejne wieki niezliczone świątynie, zakony oraz całe miasta obierały mnie za swojego potężnego patrona, doceniając moją niezłomną wierność Bożej prawdzie.