Communio Sanctorum
Ułatwienia

Św. Joanna Beretta Molla

Patronka matek, lekarzy i rodzin

◆ Podstawowa ⌛ XX wiek
Kolekcjonujesz karty? Zaloguj się do klasera. Zaloguj się
"Jeśli musicie wybierać między mną a dzieckiem, nie wahajcie się: wybierzcie dziecko".

Kim była?

Wiedziałam doskonale jako lekarz, że ten wybór może kosztować mnie życie, jednak stanowczo zażądałam od chirurgów usunięcia jedynie samego nowotworu, aby ocalić moje nienarodzone dziecko. Urodziłam się w wielodzietnej, głęboko wierzącej rodzinie w dniu 4 października 1922 roku we włoskiej miejscowości Magenta, co od najmłodszych lat ukształtowało moją ogromną wrażliwość na ludzkie cierpienie i potrzebę niesienia bezinteresownej pomocy bliźnim. Zawsze marzyłam o tym, by zostać misjonarką w dalekiej Brazylii, gdzie pracował mój brat zakonnik, ale moje słabe zdrowie nie pozwoliło mi na realizację tego pragnienia, więc postanowiłam służyć chorym w ojczyźnie. Po ukończeniu trudnych studiów medycznych i uzyskaniu dyplomu chirurga w 1949 roku, otworzyłam własną praktykę lekarską, a następnie zrobiłam specjalizację z ukochanej pediatrii, aby móc profesjonalnie i z miłością opiekować się najmniejszymi pacjentami.

Moje życie nabrało zupełnie nowego blasku, gdy poznałam wspaniałego inżyniera Pietro Mollę, z którym zawarłam sakrament małżeństwa we wrześniu 1955 roku, z uśmiechem na ustach i wielką wdzięcznością w sercu. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi, podróżując razem, ciesząc się każdą spędzaną wspólnie chwilą oraz z radością witając na świecie nasze 3 starszych dzieci, którym poświęcałam każdą wolną od pracy w przychodni godzinę. Jako pracująca matka i aktywna działaczka Akcji Katolickiej, starałam się harmonijnie łączyć wszystkie moje codzienne obowiązki z głębokim życiem duchowym, czerpiąc siłę do działania z codziennej Eucharystii. Zawsze powtarzałam moim pacjentom i bliskim, że każdy człowiek jest wielkim darem od Boga, a powołanie do założenia rodziny to piękna i odpowiedzialna droga do osiągnięcia prawdziwej świętości.

Punkt zwrotny

Gdy pod koniec lata 1961 roku z radością odkryłam, że spodziewam się naszego 4 dziecka, wkrótce zdiagnozowano u mnie bardzo niebezpiecznego włókniaka macicy, który stanowił śmiertelne zagrożenie dla mojego życia. Lekarze przedstawili mi twarde opcje: bezpieczną dla mnie aborcję, całkowite usunięcie narządów rodnych oznaczające śmierć mojego maleństwa, albo bardzo ryzykowną operację wycięcia samego guza z zachowaniem ciąży. Będąc w pełni świadomą ogromnego ryzyka medycznego i możliwych tragicznych konsekwencji dla mojej własnej osoby, kategorycznie odrzuciłam wszelkie rozwiązania zagrażające życiu rozwijającego się w moim łonie bezbronnego człowieka. Czy matka mogłaby postąpić inaczej, gdy w grę wchodzi życie i bezpieczeństwo jej bezbronnego maleństwa?

Czego dokonała?

Po pomyślnym usunięciu guza reszta ciąży przebiegała w nieustannym lęku i ogromnym bólu fizycznym, ale każdego dnia żarliwie modliłam się o cud narodzin zdrowego dziecka, gotowa ponieść każdą ofiarę. Kiedy w kwietniu 1962 roku nadszedł wreszcie trudny czas porodu, błagałam mojego męża i lekarzy, aby w razie jakichkolwiek dramatycznych komplikacji bez najmniejszego wahania ratowali życie dziecka, a nie moje. Moja najmłodsza córeczka, Gianna Emanuela, przyszła na świat cała i zdrowa, co napełniło moje serce niewypowiedzianą radością, chociaż mój własny stan zdrowia z każdą kolejną godziną drastycznie się pogarszał. Mój czyn nie był chwilowym porywem bohaterskich emocji, lecz w pełni przemyślaną i świadomą konsekwencją całego mojego dotychczasowego życia, w którym zawsze uważałam ludzkie życie za wartość absolutnie świętą i nienaruszalną.

W swojej codziennej praktyce lekarskiej zawsze starałam się widzieć w każdym chorym pacjencie samego cierpiącego Chrystusa, dlatego często leczyłam ubogich ludzi całkowicie za darmo, dając im oprócz recept także dobre słowo i wsparcie. Pokazałam współczesnemu światu, że świętość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla osób w habitach zakonnych, ale jest w pełni osiągalna dla zwyczajnej, nowoczesnej kobiety, pracującej zawodowo lekarki i kochającej żony. Moja historia stała się potężnym świadectwem obrony życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, inspirując tysiące ludzi na całym świecie do odważnego opowiadania się po stronie najsłabszych. Udowodniłam, że codzienna, systematyczna wierność swoim wartościom moralnym potrafi przygotować człowieka na ten jeden najważniejszy moment próby, w którym trzeba złożyć z siebie dar całkowity.

Śmierć i kult

Zaledwie tydzień po narodzinach mojej córeczki, wyczerpana bolesnym zapaleniem otrzewnej i w otoczeniu zrozpaczonej, ale modlącej się rodziny, odeszłam do Pana w wielkim pokoju serca w wieku zaledwie 39 lat. Moja ofiara bardzo szybko zyskała ogromny rozgłos w całym Kościele katolickim, stając się czytelnym znakiem ogromnej miłości macierzyńskiej oraz niezłomnej wiary w zlaicyzowanym, pełnym moralnych kompromisów świecie. W 1994 roku, w ramach obchodów Międzynarodowego Roku Rodziny, papież Jan Paweł II uroczyście ogłosił mnie błogosławioną, a dokładnie dekadę później, w 2004 roku, zostałam oficjalnie włączona w poczet świętych. Najbardziej poruszającym momentem mojej kanonizacji była obecność na placu Świętego Piotra mojego ukochanego męża Pietro oraz wszystkich moich dorosłych już dzieci, w tym tej najmłodszej córki, za którą oddałam własne życie.

🗺 Mapa
Urodzenie Śmierć Pobyt/posługa Kult

Masz pytanie lub uwagę?

Chcesz dowiedzieć się więcej, zadać pytanie lub czegoś brakuje? Zostaw wiadomość i adres e-mail — odpiszemy.

0 / 4000