Wszystko robić z miłości, nic na siłę.
Kim była?
Najtrudniejszym momentem mojego całego życia był 1601 rok, kiedy musiałam wybaczyć człowiekowi, który na polowaniu przypadkowo zastrzelił mojego ukochanego męża. Urodziłam się w 1572 roku w mieście Dijon jako Joanna Franciszka Frémyot, w szlacheckiej rodzinie miejscowego przewodniczącego parlamentu Burgundii. Mając dokładnie 20 lat, z wielką radością poślubiłam barona Krzysztofa de Chantal, z którym stworzyłam wspaniały, dostatni i pełen głębokiej miłości dom. Nasze wspólne szczęście trwało bardzo krótko, ale zdążyliśmy powitać na świecie 6 uroczych dzieci, z których niestety tylko 4 przeżyło trudny wiek niemowlęcy.
Jako młoda baronowa spędzałam niemal cały wolny czas na sprawnym zarządzaniu bardzo rozległym majątkiem w Bourbilly i osobistym doglądaniu okolicznych chorych. Własnoręcznie gotowałam gorące zupy dla najbiedniejszych chłopów, ponieważ głęboko wierzyłam, że w każdym cierpiącym człowieku ukrywa się sam Jezus Chrystus. Tragiczna śmierć męża sprawiła, że w wieku zaledwie 28 lat zostałam samotną wdową, co natychmiast pogrążyło mnie w straszliwym żalu oraz głębokich wewnętrznych ciemnościach. Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak ogromnej i nadludzkiej siły potrzeba, aby mimo całkowicie rozdartego serca publicznie uściskać przerażonego mordercę swojego małżonka?
Punkt zwrotny
Zmagając się z przewlekłą depresją i mieszkając z bardzo trudnym w obejściu teściem, usilnie modliłam się o dobrego i mądrego spowiednika. Moje gorące błagania zostały wreszcie wysłuchane wiosną 1604 roku, kiedy podczas pobytu w Dijon usłyszałam poruszające kazania biskupa Genewy, Franciszka Salezego. Ten niezwykle wykształcony kapłan zgodził się zostać moim stałym kierownikiem duchowym, wprowadzając w moje chaotyczne życie niesamowity spokój oraz ewangeliczną łagodność. Cierpliwie nauczył mnie, że prawdziwa chrześcijańska świętość nie polega na widowiskowych i surowych pokutach, lecz na wiernym, cichym i radosnym wykonywaniu codziennych domowych obowiązków.
Czego dokonała?
Pod czujnym okiem mojego wielkiego mistrza zaczęłam powoli dojrzewać do ogromnego dzieła, jakim było stworzenie zupełnie nowej, wyjątkowej rodziny zakonnej. Po starannym zabezpieczeniu majątku i przyszłości moich dorastających dzieci, w 1610 roku wraz z kilkoma zaufanymi towarzyszkami złożyłam prywatne śluby czystości. W ten właśnie sposób w miejscowości Annecy narodziło się Zgromadzenie Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, którego powszechnie używaną nazwą stały się wizytki. Naszym głównym i nowatorskim celem było przyjmowanie kobiet starszych, przewlekle chorych oraz fizycznie słabych, które wcześniej odrzucano z innych surowych klasztorów.
Początkowo pragnęłyśmy bardzo aktywnie i swobodnie służyć najuboższym na miejskich ulicach, ale ówczesne restrykcyjne przepisy kościelne ostatecznie zmusiły nas do przyjęcia ścisłej klauzury. Pomimo tego uciążliwego ograniczenia, nasze młode zgromadzenie rozwijało się wprost w niesamowitym tempie, szybko przyciągając mnóstwo wspaniałych kandydatek pragnących żyć w duchu szczerej miłości. Jako pierwsza przełożona tej nowej i dynamicznej wspólnoty musiałam nieustannie podróżować po całej Francji, aby osobiście nadzorować budowę i zakładać kolejne domy zakonne. Aż do końca mojego długiego życia zdążyłam powołać do istnienia imponującą liczbę 87 klasztorów, co stanowiło dla mnie tytaniczny wręcz wysiłek organizacyjny.
Śmierć i kult
Ostatnie lata mojej długiej ziemskiej wędrówki były niestety naznaczone wyjątkowo głębokim osamotnieniem po bolesnej śmierci Franciszka Salezego oraz trudnymi próbami duchowymi. Zmarłam ostatecznie 13 grudnia 1641 roku w mieście Moulins, będąc akurat w długiej drodze powrotnej z jednej z moich niezwykle licznych wizytacji zakonnych. Moje wyczerpane ciało spoczęło bezpiecznie w Annecy, dokładnie w tym samym pięknym kościele, w którym wiele lat wcześniej pochowano mojego wielkiego duchowego przyjaciela. Papież Klemens XIII uroczyście kanonizował mnie w 1767 roku, a dzisiaj w Kościele katolickim patronuję przede wszystkim matkom, samotnym wdowom oraz wszystkim ludziom odrzuconym.