"Budujcie samych siebie na fundamencie waszej najświętszej wiary, módlcie się w Duchu Świętym.
Kim był?
Wyobrażacie sobie, że dołączyłem do grona Apostołów, licząc po prostu na zrobienie wspaniałej kariery u boku ziemskiego władcy? Tak, początkowo kierowałem się ludzkimi ambicjami, nie rozumiejąc jeszcze do końca, na czym polega królestwo mojego Nauczyciela. Nazywam się Juda, ale dla odróżnienia od zdrajcy nadano mi przydomek Tadeusz, co w naszym języku oznacza człowieka odważnego. Byłem bliskim krewnym samego Jezusa, w tamtych czasach nazywanym Jego bratem, a także rodzonym bratem apostoła Jakuba Młodszego.
Zanim całkowicie oddałem swoje życie misji, miałem żonę i prowadziłem dość zwyczajne życie w Galilei, o czym wspominał później żyjący w II wieku historyk Hegezyp. Według relacji ujętych we wszystkich 4 Ewangeliach, moje pokrewieństwo z Jezusem było powszechnie znane. Być może właśnie to budziło we mnie początkowo pewną dumę i chęć zdobycia zaszczytów. Czy nie jest tak, że każdy z nas czasem szuka własnej chwały zamiast służyć innym?
Punkt zwrotny
Wszystko zmieniło się diametralnie po Zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego, kiedy to ostatecznie opadły zasłony z moich oczu. Zrozumiałem wtedy, że prawdziwa potęga nie polega na ziemskich zaszczytach, lecz na głoszeniu prawdy o zbawieniu, nawet za cenę własnego życia. Moje dawne, egoistyczne pragnienia kariery ustąpiły miejsca niezwykłej gorliwości apostolskiej, która na zawsze odmieniła moje serce. Duch Święty rozpalił we mnie tak potężną odwagę, że w pełni zacząłem zasługiwać na przydomek Tadeusz.
Od tamtego pamiętnego dnia w Wieczerniku przestałem być zwykłym krewnym z Nazaretu, a stałem się nieustraszonym zwiastunem Dobrej Nowiny. Zostawiłem za sobą ojczyste strony i wyruszyłem w dalekie kraje, gotów znosić największe trudy dla imienia mojego Mistrza. Zrozumiałem, że Bóg nie powołuje ludzi idealnych, ale przemienia tych, którzy dają się prowadzić Jego wielkiej łasce. Ta wewnętrzna przemiana uczyniła ze mnie narządzie w rękach samego Boga, zdolne do dokonywania rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe.
Czego dokonał?
Przez wiele lat głosiłem Ewangelię na rozległych terytoriach Palestyny, Syrii, Egiptu oraz Mezopotamii, absolutnie nie zważając na czyhające niebezpieczeństwa. Wiele z moich trudnych wędrówek misyjnych odbyłem ramię w ramię ze świętym Szymonem, z którym połączyła mnie głęboka duchowa więź. Zostawiłem po sobie również ślad na piśmie, stając się autorem 1 z listów wchodzących w skład Nowego Testamentu. Pisząc ten tekst, ujawniłem swoje solidne wykształcenie i wielką troskę o czystość chrześcijańskiej wiary.
Mój nowotestamentowy list, choć krótki, do dziś stanowi potężne wezwanie do budowania swojego życia na najświętszej wierze i modlitwie. Starałem się w nim przekazać całą moją pasję oraz niezłomność, by chronić pierwsze wspólnoty chrześcijańskie przed fałszywymi nauczycielami. Tradycja podaje, że w miejscach, do których dotarłem, zakładałem nowe kościoły i z powodzeniem nawracałem pogan na drogę prawdy. Moja odważna działalność misyjna przyniosła wspaniałe owoce duchowe, ale niestety również ściągnęła na mnie bezlitosny gniew przeciwników.
Śmierć i kult
Moja ziemska wędrówka zakończyła się w I wieku śmiercią męczeńską, którą według wielu przekazów poniosłem w Libanie lub dalekiej Persji. Zostałem brutalnie pobity pałkami i zamordowany toporem, oddając ostatecznie własną krew za Tego, z którym byłem złączony węzłem prawdy. Z biegiem stuleci zacząłem odbierać ogromną cześć jako orędownik w sytuacjach beznadziejnych, a wierni w wielu miejscach spotykają się ku mojej czci. Dziś moje cenne relikwie spoczywają w bazylice w Rzymie, a ja nieustannie udowadniam, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
Z wielką radością patronuję obecnie szpitalom, personelowi medycznemu, a także całym diecezjom, takim jak siedlecka czy Magdeburg. Wiele wizerunków ukazuje mnie w długiej, czerwonej szacie, z mandylionem przypominającym oblicze Chrystusa w dłoniach. Zrozumcie, że moja historia doskonale pokazuje, iż ze zwykłego człowieka szukającego zaszczytów można stać się prawdziwym filarem Kościoła. Oby moje dawne wahania i późniejsza niezłomna odwaga były dla was drogowskazem na waszych własnych, krętych drogach wiary.