„Ciało moje poddajcie mękom, ale duszę zachowajcie dla Chrystusa”.
Kim była?
Miecz, którym odebrano mi życie, był rzekomo wciąż gorący od kowalskiego ognia, co miało stanowić ostateczne upokorzenie zastrzeżone dla niewolników. Nazywam się Justyna z Padwy i przyszłam na świat w zamożnym i niezwykle wpływowym rodzie w tym rzymskim mieście. Zamiast jednak opływać w luksusy i szukać ziemskiej chwały, odnalazłam zupełnie inną drogę. Zostałam ochrzczona przez samego Prosdocyma, pierwszego biskupa naszej diecezji, co na zawsze odmieniło moje serce.
Od najmłodszych lat czułam, że moje życie nie należy do tego świata, dlatego potajemnie złożyłam śluby czystości. Odrzuciłam zaszczyty, bogate stroje i perspektywę wspaniałego małżeństwa, wybierając los oblubienicy Chrystusa. W tamtych czasach chrześcijaństwo było religią surowo zakazaną, a my musieliśmy dzielić się naszą wiarą w cieniu domowych kościołów. Mimo to moja dusza płonęła jasnym światłem ewangelicznej miłości, której nie mogły ugasić żadne ludzkie prawa.
Punkt zwrotny
Prawdziwy sprawdzian mojej wiary nadszedł, gdy cesarz Dioklecjan wydał okrutne edykty nakazujące bezlitosne prześladowania chrześcijan. Zostałam uwięziona i postawiona przed trybunałem, gdzie stanowczo żądano ode mnie wyrzeczenia się jedynego prawdziwego Boga i złożenia ofiary pogańskim bóstwom. Moje wysokie urodzenie nie miało już żadnego znaczenia, a bezwzględni sędziowie liczyli, że strach przed fizycznym cierpieniem błyskawicznie złamie moją młodzieńczą determinację. Ja jednak nie odczuwałam najmniejszego lęku, wiedząc doskonale, że każda chwila cierpienia zbliża mnie do wiecznego zjednoczenia z moim Stwórcą.
Czego dokonała?
Nie dowodziłam wielkimi armiami ani nie spisywałam uczonych traktatów teologicznych, lecz moje dokonania mierzy się miarą niezwykłego, duchowego męstwa. Pokazałam ówczesnym wyznawcom Chrystusa, że młoda dziewczyna potrafi zawstydzić potężnych rzymskich urzędników swoją całkowicie niezłomną postawą i głębokim pokojem w sercu. Czy odważylibyście się stanąć bez cienia strachu przed potęgą całego imperium, mając za zbroję jedynie ufną miłość do Boga? Moja kategoryczna odmowa wyparcia się prawdy stała się twardym fundamentem, na którym inni wierzący budowali swoją odwagę w tych wyjątkowo mrocznych czasach.
Dzięki mojemu oddaniu miasto Padwa zajaśniało na mapie wczesnochrześcijańskiego świata jako miejsce uświęcone ofiarą. Bardzo szybko stałam się żywym wzorem do naśladowania dla chrześcijańskich dziewic, a mój grób zaczął masowo przyciągać rzesze pobożnych pielgrzymów z całej północnej Italii. Nawet starożytny Kościół w Mediolanie docenił moje świadectwo, włączając wkrótce moje imię do kanonu Mszy świętej. Udowodniłam ostatecznie, że prawdziwa siła nie drzemie w mieczu czy cesarskiej władzy, lecz w czystym sercu oddanym bez reszty najwyższej Prawdzie.
Śmierć i kult
Wyrok wykonano 7 października 304 roku, gdy katowski miecz ostatecznie przerwał moje ziemskie życie. W miejscu mojego pochówku zakonnicy benedyktyńscy wznieśli z czasem wspaniałą bazylikę, w której od 1627 roku moje relikwie spoczywają w bogato złoconej, cyprysowej trumnie. Co niezwykłe, w rocznicę mojego męczeństwa, dokładnie 7 października 1571 roku, chrześcijańska flota odniosła historyczne zwycięstwo pod Lepanto, co powszechnie przypisywano również mojemu wstawiennictwu w niebie. Obecnie moje ciało spoczywa pod głównym ołtarzem tejże bazyliki, tuż obok czcigodnych relikwii świętego Łukasza Ewangelisty oraz świętego biskupa Prosdocyma.