„Dnia każdego sław Maryję”
Kim był?
W 1471 roku, mając zaledwie 13 lat, wyruszyłem na czele wielkiej armii, by zdobyć koronę Węgier. Wyobraź sobie, że stajesz przed obliczem bezlitosnej wojny i wielkiej europejskiej polityki jako bardzo młody chłopak. Wyprawa zakończyła się politycznym niepowodzeniem, ale zrezygnowałem z dalszej walki, by za wszelką cenę uniknąć okrutnej wojny domowej i niepotrzebnego przelewu krwi. Urodziłem się 3 października 1458 roku na krakowskim Wawelu jako syn króla Kazimierza Jagiellończyka, gdzie od wczesnych lat przygotowywano mnie do władzy.
Mimo że na królewskim dworze otaczał mnie niewyobrażalny przepych, moje serce zawsze szukało wartości znacznie głębszych i trwalszych niż przelotne zaszczyty. Zamiast uczestniczyć w wystawnych ucztach i hucznych zabawach, wolałem spędzać długie godziny na nocnej modlitwie przed zamkniętymi drzwiami krakowskich kościołów. Niejednokrotnie spałem bezpośrednio na gołej ziemi, a pod bogatymi książęcymi szatami nosiłem szorstką włosiennicę, by nieustannie przypominać sobie o chrześcijańskiej pokorze. Wierzyłem głęboko, że prawdziwa władza to przede wszystkim ofiarna służba Bogu oraz najsłabszym poddanym.
Punkt zwrotny
Mój największy sprawdzian dojrzałości nadszedł wiosną 1481 roku, kiedy mój ojciec wyjechał na Litwę i obarczył mnie ogromną odpowiedzialnością za państwo. Powierzył mi on na prawie 2 lata pełne rządy namiestnicze w Koronie, zmuszając do natychmiastowego przeniesienia się do Radomia. To właśnie tam, kierując potężnym królestwem, udowodniłem wszystkim, że można być skutecznym politykiem, pozostając jednocześnie człowiekiem krystalicznie uczciwym. Zastanawiałeś się kiedyś, jak łatwo absolutna władza może skorumpować człowieka, jeśli nie posiada on nieskazitelnego kręgosłupa moralnego?
Czego dokonał?
Jako zarządca kraju zasłynąłem w pierwszej kolejności z wyjątkowej sprawiedliwości, dbając pilnie o szybkie przywrócenie bezpieczeństwa na handlowych drogach królestwa. Bezwzględnie zwalczałem brutalne rozboje, dążyłem do całkowitego spłacenia starych długów państwowych i pilnowałem, by królewskie sądy wydawały rzetelne wyroki. Mój radomski dwór pozostawał zawsze otwarty dla zwykłych obywateli, a ja osobiście stawałem w stanowczej obronie pokrzywdzonych, sierot i ubogich wdów. Hojnie rozdawałem własny majątek najbardziej potrzebującym, przez co moi wdzięczni poddani szybko obdarzyli mnie mianem obrońcy najuboższych.
Zdecydowanie odrzuciłem również ponawiane propozycje bardzo intratnego małżeństwa z córką niemieckiego cesarza Fryderyka III, co wywołało na dworze spore poruszenie. Powodem była moja nieugięta wola zachowania dozgonnej czystości, którą uroczyście ślubowałem w głębi serca z ogromnej miłości do Chrystusa. Moją jedyną orędowniczką pozostawała Matka Boża, dlatego każdego mijającego dnia z wielkim oddaniem śpiewałem przepiękny hymn ku Jej czci. Szybko udowodniłem królewskim doradcom, że prawdziwa wolność wewnętrzna i panowanie nad własnymi słabościami mają dla mnie znacznie wyższą wartość.
Śmierć i kult
Niestety, mój młody i wyczerpany ascezą organizm od dawna był trawiony przez okrutną, nieuleczalną w tamtych czasach chorobę, jaką była gruźlica. Zmarłem o świcie 4 marca 1484 roku na zamku w Grodnie, dożywszy zaledwie 25 lat, po czym zostałem pochowany w katedrze wileńskiej. Kiedy po ponad stuleciu oficjalnie otwarto mój grobowiec, okazało się, że moje ciało nie uległo najmniejszemu rozkładowi, a pod głową ukryty był pergamin z pieśnią maryjną. Dziś jestem patronem Litwy, Polski oraz chrześcijańskiej młodzieży, nieustannie wstawiając się w niebie za tymi ludźmi, którzy wznoszą do mnie swoje modlitwy.