Communio Sanctorum
Ułatwienia

Św. Klara z Asyżu

Patronka telewizji i jasnowidzenia

◆ Podstawowa ⌛ XII wiek
Kolekcjonujesz karty? Zaloguj się do klasera. Zaloguj się
"Idź bezpiecznie w pokoju, bo masz dobrą eskortę na drogę".

Kim była?

Pewnej nocy uciekłam z własnego, bardzo bogatego domu, wymykając się w wielkiej tajemnicy pod osłoną mroku, by absolutnie nikt nie zdołał mnie zatrzymać i nie pokrzyżował moich głęboko ukrytych planów. Miałam wtedy zaledwie 18 lat, a mimo to bez jakiegokolwiek wahania na zawsze zrezygnowałam z perspektywy wygodnego małżeństwa, bezpiecznej przyszłości i luksusowego, szlacheckiego życia. Nazywam się Klara, pochodzę ze znanego rodu Offreduccio i przyszłam na ten świat w niezwykle urokliwym, włoskim miasteczku Asyż, w 1193 lub 1194 roku.

Pochodziłam z bardzo zamożnego, rycerskiego rodu, dlatego moja świetlana, radosna przyszłość wydawała się od dawna starannie i precyzyjnie zaplanowana przez troskliwych rodziców, pana Favarone i pobożną Ortolanę. Od najmłodszych lat w głębi mojej młodej duszy fascynowało mnie jednak coś zupełnie innego niż piękne, jedwabne stroje, wykwintne, głośne uczty oraz bogate, przestronne pałace. Zamiast wciąż szukać ulotnej, doczesnej chwały, coraz częściej spędzałam swój wolny czas na żarliwej modlitwie w samotności i zawsze starałam się dyskretnie pomagać ludziom uboższym od siebie.

Punkt zwrotny

Wszystko zmieniło się nieodwracalnie, gdy z uwagą usłyszałam poruszające do łez kazania mego rodaka, ubogiego i niezwykle charyzmatycznego Franciszka. W historyczną Niedzielę Palmową, 28 marca 1212 roku, potajemnie opuściłam bezpieczny dom rodzinny i czym prędzej udałam się do małej kapliczki Porcjunkuli, by dołączyć do powiększającej się wspólnoty oddanych braci. Tam sam Franciszek własnoręcznie ściął moje wspaniałe, długie włosy, co ostatecznie i bezpowrotnie przypieczętowało moje wyrzeczenie się całego doczesnego świata oraz doprowadziło do ostrego, bardzo dramatycznego konfliktu z moją wściekłą i rozczarowaną rodziną. Czy odważylibyście się kiedykolwiek, podobnie jak ja tamtej nocy, całkowicie poświęcić całe swoje dotychczasowe życie dla szlachetnej, wzniosłej idei, w którą tak niesamowicie mocno wierzycie?

Czego dokonała?

Po początkowych, wyjątkowo bolesnych trudnościach zamieszkałam w niewielkim, zrujnowanym niegdyś klasztorze świętego Damiana, w którym to miejscu nieprzerwanie spędziłam kolejne 42 lata mojego oddanego Bogu życia. Stworzyłam tam zupełnie nową, niesłychanie surową rodzinę zakonną, zwaną pierwotnie zaszczytnym mianem Ubogich Pań, a w dzisiejszych czasach powszechnie znaną po prostu jako siostry klaryski. Z biegiem czasu, zainspirowane moim radykalnym przykładem, zrezygnowały z obietnic tego świata i dołączyły do mnie za ścisłą klauzurą nawet moja własna, kochana matka Ortolana oraz rodzone siostry, Agnieszka i Beatrycze. W wiekopomnym 1215 roku sam papież zatwierdził dla naszej żeńskiej wspólnoty bezprecedensowy i wyjątkowy „przywilej ubóstwa”, prawnie gwarantujący, że żaden człowiek nigdy nie będzie mógł nas zmusić do posiadania jakiejkolwiek ziemskiej własności.

Moje ciche, ukryte za wysokimi murami klasztorne życie konsekwentnie opierało się nie tylko na rygorystycznej, wyczerpującej ciało pokucie, ale i na głębokiej, niezachwianej odwadze, która jaskrawo objawiała się w najtrudniejszych chwilach śmiertelnego niebezpieczeństwa. Prastare hagiograficzne podania i kroniki niemal jednogłośnie głoszą, że podczas niezwykle brutalnego najazdu pogańskich, saraceńskich wojsk na nasze bezbronne miasto, nakazałam siostrom zanieść się z monstrancją prosto do otwartego okna. Kiedy z pełną ufnością i niezachwianą wiarą ukazałam zbliżającym się, barbarzyńskim najeźdźcom ukryty w Hostii Najświętszy Sakrament, rzekomo spłynął z niego nagle potężny, całkowicie oślepiający blask. To cudowne i niebiańskie światło dotkliwie poraziło wszystkich przerażonych zbrojnych wrogów, wymuszając na nich natychmiastową, całkowicie paniczną i bezładną ucieczkę spod naszych słabych, klasztornych murów.

Śmierć i kult

Moje słabnące siły witalne powoli, lecz niezwykle nieubłaganie gasły od wieloletnich, wyczerpujących postów, aż w końcu zmarłam w ogromnej, powszechnej opinii świętości w cichy dzień 11 sierpnia 1253 roku. Mój formalny proces kanonizacyjny przebiegł niezwykle wręcz błyskawicznie, ponieważ już w 1255 roku ówczesny papież z wielką radością i przekonaniem uroczyście wpisał mnie w oficjalny poczet wyniesionych na ołtarze świętych Kościoła katolickiego. Gdy w późniejszych wiekach otworzono mój stary, kamienny sarkofag, ze zdumieniem stwierdzono, że moje kruche ciało zupełnie nie uległo naturalnemu, biologicznemu rozkładowi. Dziś moje wciąż nienaruszone, doczesne szczątki spoczywają w przepięknej, misternie zdobionej kryształowej urnie, a wierni z wielką czcią uroczyście wspominają mnie w liturgii dokładnie w każdą kolejną rocznicę mojego szczęśliwego przejścia do radosnej wieczności.

🗺 Mapa
Urodzenie Śmierć Pobyt/posługa Kult

Masz pytanie lub uwagę?

Chcesz dowiedzieć się więcej, zadać pytanie lub czegoś brakuje? Zostaw wiadomość i adres e-mail — odpiszemy.

0 / 4000