Communio Sanctorum
Ułatwienia

Św. Małgorzata Ward

Patronka: Męczenników

◆ Podstawowa ⌛ XVI wiek
Kolekcjonujesz karty? Zaloguj się do klasera. Zaloguj się
Oddaję życie za wiarę, której nie mogę się wyrzec.

Kim była?

Wyobraź sobie, że pod osłoną nocy przemycasz w koszyku gruby sznur, od którego zależy życie torturowanego człowieka, mając pełną świadomość, że każdy twój błąd będzie oznaczał dla ciebie wyrok niezwykle brutalnej śmierci. Przyszłam na świat około 1550 roku w miejscowości Congleton w hrabstwie Cheshire, w bardzo burzliwych czasach, gdy wyznawanie religii katolickiej w Anglii groziło stosem, szubienicą lub szafotem. Była to mroczna epoka rządów królowej Elżbiety I, kiedy to z ogromną bezwzględnością prześladowano rzymskokatolickich kapłanów oraz wiernych świeckich. Jako młoda kobieta przeniosłam się do Londynu, gdzie podjęłam szanowaną pracę, służąc jako zaufana dama do towarzystwa w zamożnym, szlacheckim domu pani Whitall.

Życie w tętniącej stolicy było pełne nieustannego napięcia, a ja każdego dnia potajemnie pomagałam uwięzionym za wiarę, głodującym rodakom, zanosząc im cenne pożywienie. W tamtym strasznym czasie wielu niewinnych i bogobojnych ludzi trafiało do wilgotnych lochów wyłącznie za odmowę uznania panującej monarchini za najwyższą głowę Kościoła. Czy miałbyś w sobie na tyle odwagi, aby zaryzykować własne życie dla całkowicie obcego człowieka, dokładnie wiedząc, jak straszliwe tortury grożą za taki czyn? Mój dotychczasowy, w miarę spokojny świat bezpowrotnie się skończył, gdy usłyszałam o tragicznym losie ojca Ryszarda Watsona, katolickiego kapłana nieludzko torturowanego w przerażającym londyńskim więzieniu Bridewell.

Punkt zwrotny

Absolutny przełom w moim życiu nastąpił upalnym latem 1588 roku, kiedy po głębokiej modlitwie podjęłam nieodwołalną decyzję, aby za wszelką cenę zorganizować brawurową ucieczkę tego skatowanego księdza. Zaczęłam go regularnie odwiedzać w dusznej celi, cierpliwie znosząc pełne podejrzeń spojrzenia strażników, którym stale przynosiłam kosze wypełnione pachnącym jedzeniem, aby skutecznie uśpić ich czujność. Pewnego deszczowego dnia na samym dnie mojego koszyka ukryłam solidny sznur, który miał posłużyć wycieńczonemu więźniowi do niebezpiecznego opuszczenia się z wysokiego muru wprost do rzeki. Niestety, mój precyzyjny plan niemal natychmiast legł w gruzach, ponieważ wynajęty przeze mnie przewoźnik w ostatniej chwili wpadł w panikę i kategorycznie odmówił udziału w akcji.

Czego dokonała?

Zdesperowana i zmuszona do podjęcia natychmiastowego działania, ubłagałam o pomoc dzielnego irlandzkiego żeglarza, Jana Roche, który bez wahania zgodził się podpłynąć łodzią i uratować zbiegłego kapłana. Ksiądz Watson rzeczywiście zdołał uciec pod osłoną nocy, ale podczas dramatycznego opuszczania się po zimnym murze niefortunnie upuścił sznur, który o świcie został odnaleziony przez wściekłych strażników. Ten z pozoru drobny błąd doprowadził królewskich śledczych prosto do moich drzwi, ponieważ byłam absolutnie jedyną osobą z zewnątrz, która w tamtym czasie odwiedzała tego konkretnego osadzonego. Zostałam natychmiast i brutalnie aresztowana, zakuta w ciężkie łańcuchy, a następnie rzucona na 8 straszliwych dni do najciemniejszego więziennego lochu.

Zarządzone przez sędziów przesłuchania były niezwykle barbarzyńskie, a bezlitośni oprawcy przez wiele długich godzin trzymali mnie boleśnie podwieszoną za same nadgarstki, by wymusić zeznania. Bito mnie i maltretowano tak okrutnie, że z powodu rozległych obrażeń obu rąk nie byłam już w stanie samodzielnie przyjmować nawet najmniejszych posiłków. Pomimo niewyobrażalnego, fizycznego bólu ani razu nie zdradziłam miejsca ukrycia uratowanego księdza, ani przez ułamek sekundy nie wyrzekłam się swojej najgłębszej wiary katolickiej. Podczas publicznego procesu obiecywano mi natychmiastowe ułaskawienie w zamian za wydanie kapłana i pójście na nabożeństwo anglikańskie, jednak z pełnym przekonaniem odrzuciłam tę rzekomo wielkoduszną propozycję.

Śmierć i kult

Gdy sędziowie ostatecznie zrozumieli, że absolutnie żadne tortury nie złamią mojego ducha, wydali wyrok skazujący mnie na okrutną śmierć przez powieszenie, co przyjęłam z niesamowitym spokojem i cichą modlitwą na ustach. Moja męczeńska egzekucja odbyła się dokładnie 30 sierpnia 1588 roku na niesławnym placu Tyburn w Londynie, gdzie zginęłam wspólnie z moim wiernym pomocnikiem, Janem Roche. Cierpienie, które godnie zniosłam w imię obrony prześladowanej wiary katolickiej i życia niewinnego kapłana, przyniosło wspaniałe owoce wiele wieków później, gdy pamięć o moim poświęceniu zyskała oficjalne uznanie Kościoła. W 1929 roku papież Pius XI ogłosił mnie błogosławioną, a ostatecznie w 1970 roku papież Paweł VI zaliczył mnie w poczet świętych jako jedną z 40 Męczenników Anglii i Walii.

🗺 Mapa
Urodzenie Śmierć Pobyt/posługa Kult

Masz pytanie lub uwagę?

Chcesz dowiedzieć się więcej, zadać pytanie lub czegoś brakuje? Zostaw wiadomość i adres e-mail — odpiszemy.

0 / 4000