„Każdy ścieg igłą niech będzie aktem miłości Boga”.
Kim była?
W wieku 23 lat zachorowałam na tyfus, pomagając krewnym podczas epidemii, co niemal odebrało mi życie i bezpowrotnie zniszczyło moje końskie zdrowie. Urodziłam się 9 maja 1837 roku w małej włoskiej wiosce Mornese w prostej rodzinie rolniczej. Przed chorobą pracowałam w winnicy ojca z siłą i wytrzymałością dorosłego mężczyzny, często prześcigając innych w polu. Kto z was potrafiłby porzucić całe swoje dotychczasowe życie z dnia na dzień z powodu utraty sił fizycznych?
Z powodu drastycznej słabości nie mogłam już pracować w ukochanym polu, co zmusiło mnie do poszukiwania nowej drogi służby Bogu i ludziom. Wraz z moją najbliższą przyjaciółką Petronillą postanowiłyśmy nauczyć się krawiectwa, aby otworzyć warsztat dla miejscowych dziewcząt. Naszym głównym celem nie było jednak jedynie szycie ubrań, ale przede wszystkim wychowywanie młodych mieszkanek naszej wioski w duchu chrześcijańskiej miłości. Założyłyśmy stowarzyszenie Córek Maryi Niepokalanej, oddając się modlitwie oraz pełnej poświęcenia pracy na rzecz najbiedniejszych dzieci z naszej okolicy.
Punkt zwrotny
Przełom nastąpił w 1864 roku, kiedy do naszej wioski przybył ksiądz Jan Bosko ze swoimi chłopcami, a spotkanie to na zawsze odmieniło moje życie. Kiedy go zobaczyłam i usłyszałam, od razu rozpoznałam w nim świętego kapłana, który miał podobną wizję wychowania młodzieży do mojej. Niedługo potem, idąc zakurzoną drogą w Borgo Alto, miałam mistyczną wizję budynku z mnóstwem bawiących się dziewcząt i usłyszałam wyraźny głos Maryi mówiącej mi, że powierza je mojej troskliwej opiece. Ten niezwykły znak z nieba potwierdził, że powinnam całkowicie poświęcić się tworzeniu nowej rodziny zakonnej dedykowanej opuszczonym i ubogim dziewczętom.
Czego dokonała?
W sierpniu 1872 roku, wraz z 10 innymi siostrami, złożyłyśmy śluby zakonne w obecności księdza Bosko, stając się pierwszymi Córkami Maryi Wspomożycielki, zwanymi potocznie salezjankami. Zostałam wybrana pierwszą przełożoną nowo powstałego zgromadzenia, chociaż początkowo bardzo się przed tym wzbraniałam z powodu mojego braku formalnego wykształcenia. Pomimo mojej wrodzonej nieśmiałości i prostoty, z powodzeniem kierowałam rozwijającym się dynamicznie dziełem, zakładając domy zakonne, szkoły, sierocińce oraz oratoria dla dziewcząt w całych Włoszech i poza ich granicami. Do końca mojego życia, kierując się duchem radosnej ascezy i codziennej twardej pracy, uformowałam setki sióstr gotowych nieść pomoc zaniedbanej młodzieży.
Kiedy w 1877 roku wysyłałam pierwsze misjonarki do Ameryki Południowej, nasze zgromadzenie rozwijało się w niesamowitym tempie, docierając do najbardziej potrzebujących dziewcząt. Pomimo narastających problemów zdrowotnych, nieustannie wizytowałam nasze nowe placówki, pisząc setki listów do sióstr, w których zachęcałam je do zachowania chrześcijańskiej radości. Moje proste, ale głębokie zaufanie do Bożej Opatrzności sprawiło, że w ciągu zaledwie kilku lat otworzyłyśmy dziesiątki nowych domów we Włoszech, Francji i Ameryce Południowej. Moim największym osiągnięciem nie były jednak same budowle, lecz uformowanie setek gorliwych sióstr, które z uśmiechem na ustach wychowywały kolejne pokolenia ubogiej młodzieży.
Śmierć i kult
Zmarłam na zapalenie opłucnej 14 maja 1881 roku w Nizza Monferrato, mając zaledwie 44 lata, zostawiając po sobie prężnie działającą i szybko rozrastającą się rodzinę zakonną. Papież Pius XI beatyfikował mnie w 1938 roku, a następnie papież Pius XII uroczyście ogłosił mnie świętą Kościoła katolickiego 24 czerwca 1951 roku. Moje doczesne szczątki spoczywają obecnie w turyńskiej bazylice Maryi Wspomożycielki, obok relikwii świętego Jana Bosko, z którym dzieliłam życiową pasję ratowania dusz młodych ludzi. Liturgiczne wspomnienie mojej osoby w Kościele obchodzone jest 13 maja, przypominając wiernym, że codzienna praca może być drogą do wielkiej świętości.