"Modlitwa jest kluczem do Bożego miłosierdzia".
Kim był?
Moje noce często przerywały błagania zmarłych dusz, cierpiących w czyśćcu i rozpaczliwie proszących o modlitwę, co na zawsze zmieniło moje zakonne życie. Urodziłem się około 1245 roku w Sant Angelo in Pontano we Włoszech, jako wymodlone dziecko starszych, bezdzietnych małżonków. Moi rodzice udali się wcześniej z pielgrzymką do grobu świętego Mikołaja w Bari, dlatego z ogromnej wdzięczności nadali mi jego imię. Od najmłodszych lat czułem potężny pociąg do ciszy, dlatego już jako kilkunastoletni chłopiec wstąpiłem do surowego zakonu augustianów.
Życie w klasztorze było dla mnie przestrzenią nieustannego poszukiwania Boga poprzez bardzo surowe wyrzeczenia i wielogodzinne posty o chlebie i wodzie. Kiedy ostatecznie przyjąłem święcenia kapłańskie w 1269 roku, z ogromną powagą podszedłem do sprawowania sakramentów i głoszenia kazań. Przez wiele lat przełożeni przenosili mnie z jednego klasztoru do drugiego, aż ostatecznie w 1275 roku trafiłem do miasta Tolentino. To właśnie to urokliwe, włoskie miasteczko stało się moim domem na resztę ziemskich dni i głównym miejscem mojej codziennej posługi.
Punkt zwrotny
Przełomowym momentem w moim zakonnym życiu było niezwykłe objawienie, podczas którego usłyszałem głos mojego zmarłego współbrata, zakonnika o imieniu Pielgrzym. Błagał mnie on gorąco o odprawienie Mszy Świętej, aby mógł wreszcie zostać uwolniony z niewyobrażalnych mąk czyśćcowych. Przez kolejne 7 dni bez przerwy modliłem się i sprawowałem Najświętszą Ofiarę w intencji jego oraz innych anonimowych dusz cierpiących w czyśćcu. Po tym czasie zmarły brat ukazał mi się ponownie, tym razem w radosnej chwale, dziękując za wybawienie i otwartą drogę do nieba.
Czego dokonał?
Przez niemal 30 lat mojego pobytu w Tolentino stałem się spowiednikiem, duchowym przewodnikiem i ojcem dla tysięcy okolicznych mieszkańców. Całe dnie spędzałem w ciasnym konfesjonale, na ambonie albo odwiedzając chorych w ich domach, często dzieląc się z nimi własnym, niezwykle skromnym posiłkiem. Słynąłem z tego, że potrafiłem łagodzić najgorsze konflikty społeczne w mieście, przynosząc pokój tam, gdzie dotąd dominowała brutalna, wielopokoleniowa nienawiść. Kiedy sam bardzo poważnie zachorowałem z powodu wycieńczenia organizmu, ukazała mi się Matka Boża, nakazując zjeść kawałek chleba zanurzony w wodzie.
Ten cudownie pobłogosławiony chleb przywrócił mi natychmiast dawne siły fizyczne, co zapoczątkowało w zakonie piękny zwyczaj błogosławienia chlebków dla obłożnie chorych. Zawsze starałem się ukrywać moje dary mistyczne i cudowne uzdrowienia, powtarzając ludziom, aby to wyłącznie samemu Bogu oddawali całą należną chwałę. Moja miłość do Najświętszego Sakramentu i dusz czyśćcowych sprawiała, że wielu zatwardziałych grzeszników porzucało dawne życie, pragnąc szczerze powrócić do Stwórcy. Czy potrafilibyście spędzić całe noce na modlitwie, rezygnując z własnego odpoczynku, by nieść pomoc całkowicie obcym ludziom cierpiącym po śmierci?
Śmierć i kult
Odszedłem do Pana w wielkim pokoju dnia 10 września 1305 roku w Tolentino, po długich zmaganiach ze słabnącym zdrowiem. Moje ciało złożono w miejscowym kościele, a miejsce to błyskawicznie stało się celem licznych pielgrzymek i niemym świadkiem wielu fizycznych uzdrowień. Papież Eugeniusz uroczyście kanonizował mnie w 1446 roku, ustanawiając mnie oficjalnym orędownikiem dusz czyśćcowych w całym Kościele katolickim. Moje relikwie do dziś spoczywają w pięknej bazylice w Tolentino, gdzie wierni z całego świata wciąż proszą mnie o modlitewne wstawiennictwo.