„O jedno tylko prosiłam, abym cię widziała chrześcijaninem katolikiem, zanim umrę”.
Kim była?
Przez znaczną część mojego życia wylewałam morze łez nad synem, który odrzucił Boga i pogrążył się w mrokach sekty. Urodziłam się w Tagaste w 332 roku w zamożnej chrześcijańskiej rodzinie. Jako młoda dziewczyna zostałam wydana za Patrycjusza, pogańskiego urzędnika, który był człowiekiem porywczym i niestroniącym od zdrad. Życie u jego boku stanowiło nieustanną próbę cierpliwości, lecz ja każdego dnia z miłością modliłam się o ocalenie jego duszy.
Z tego trudnego związku urodziło się 3 dzieci, z których najbardziej znany jest mój najstarszy syn, Augustyn. Chociaż starannie wychowywałam go w wierze chrześcijańskiej, w młodości całkowicie porzucił moje nauki, wybierając hedonistyczny styl życia i błędne nauki manichejczyków. Moje serce matki pękało z bólu, gdy przez wiele lat bezradnie patrzyłam na jego duchowy upadek, ale postanowiłam nigdy nie zrezygnować z modlitewnej walki o jego zbawienie. Czy wy potrafilibyście trwać w nadziei przez tak długi czas, widząc jedynie pasmo ciągłych rozczarowań?
Punkt zwrotny
Mój mąż Patrycjusz nawrócił się na chrześcijaństwo i przyjął chrzest zaledwie 1 rok przed swoją śmiercią w 371 roku, co udowodniło mi niesamowitą potęgę wytrwałej modlitwy. To wspaniałe wydarzenie dodało mi sił do dalszej walki o duszę Augustyna, za którym ostatecznie podążyłam aż do dalekiej Italii. Gdy mój syn potajemnie uciekł do Rzymu, a potem przeniósł się do Mediolanu, nie wahałam się popłynąć za nim przez niebezpieczne i wzburzone morze. Tam wreszcie spotkaliśmy biskupa Ambrożego, którego mądre i płomienne kazania zaczęły powoli kruszyć twardy lód w sercu mojego krnąbrnego dziecka.
Czego dokonała?
Moją największą życiową misją i historycznym osiągnięciem nie były wielkie traktaty teologiczne, lecz codzienna, cicha i niezachwiana wiara, która ostatecznie ocaliła całą moją rodzinę. Wytrwale wymodliłam ostateczne nawrócenie Augustyna, który w 387 roku wreszcie przyjął sakrament chrztu z rąk biskupa Ambrożego. Od tego przełomowego momentu mój syn, dawny buntownik i grzesznik, wszedł na drogę, która doprowadziła go aż do świętości oraz zaszczytnego tytułu Doktora Kościoła. To niesamowite zwycięstwo światła nad ciemnością w jego udręczonej duszy było bezpośrednią odpowiedzią Boga na moje nieustanne posty, nocne czuwania i hojnie wylane łzy.
Po chrzcie Augustyna spędziliśmy razem cudowne i spokojne chwile w porcie w Ostii, oczekując na właściwy statek powrotny do naszej ojczystej Afryki Północnej. Odbyliśmy tam mistyczną i głęboką rozmowę o wiecznym szczęściu i niegasnącym Bożym świetle, podczas której nagle poczułam, że moje ziemskie zadanie zostało w pełni zakończone. Wyznałam mu wtedy ze szczerością, że nic na tym przemijającym świecie nie daje mi już radości i absolutnie nic nie trzyma mnie przy życiu. Moje jedyne życiowe pragnienie, aby zobaczyć ukochanego syna wiernym sługą Chrystusa, właśnie się ziściło w sposób zdecydowanie przekraczający moje najśmielsze oczekiwania.
Śmierć i kult
Krótki czas po naszej głębokiej duchowej rozmowie w Ostii, wczesną jesienią 387 roku, nagle zachorowałam na bardzo ciężką febrę. Zmarłam cicho niedługo potem w wieku zaledwie 55 lat, prosząc moich ukochanych synów jedynie o to, aby pamiętali o mnie przy ołtarzu Pańskim, gdziekolwiek w przyszłości będą. Moje ciało początkowo spoczęło w Ostii, a dopiero wiele stuleci później, w 1430 roku, moje cenne relikwie zostały uroczyście przeniesione do Rzymu. Dziś Kościół katolicki stale wspomina mnie w liturgii, a ja wspieram z nieba wszystkie strapione matki, zmartwione żony oraz osoby wytrwale modlące się o nawrócenie swoich bliskich.