"Chrystus ze mną, Chrystus przede mną, Chrystus za mną."
Kim był?
Zostałem porwany przez bezlitosnych piratów, gdy miałem zaledwie 16 lat, i sprzedany jako niewolnik do obcego, pogańskiego kraju. Nazywałem się początkowo Sucat i przyszedłem na świat około 385 roku w rzymskiej Brytanii, w zamożnej rodzinie chrześcijańskiej. Mój dziadek był kapłanem, a ojciec szanowanym diakonem i urzędnikiem, jednak ja sam w młodości nie dbałem zbytnio o wiarę w Boga. Dopiero brutalne wyrwanie z bezpiecznego domu i zesłanie do przymusowej pracy w zielonej, lecz surowej Irlandii całkowicie odmieniło moje spojrzenie na życie.
Przez 6 długich lat pracowałem jako pasterz owiec na zboczach góry Slemish, znosząc przenikliwy chłód, głód i potworną samotność. W tym najciemniejszym okresie mojego życia jedynym ratunkiem stała się dla mnie żarliwa modlitwa, którą odmawiałem nawet do 100 razy dziennie i w nocy. Zrozumiałem wtedy, że Bóg wcale mnie nie opuścił, a to trudne doświadczenie było mi potrzebne, aby odnaleźć prawdziwą, głęboką wiarę. Moje serce zaczęło powoli otwierać się na Stwórcę, a ja z każdym dniem stawałem się duchowo coraz silniejszy i gotowy na Jego wezwanie.
Punkt zwrotny
Prawdziwy punkt zwrotny nadszedł pewnej nocy, gdy w tajemniczym śnie usłyszałem głos mówiący, że mój statek jest już gotowy. Zaryzykowałem wszystko, uciekłem od mojego pana i pokonałem pieszo ponad 300 kilometrów, aby dotrzeć do wybrzeża i błagać o zabranie mnie na pokład. Po wielu niebezpieczeństwach wróciłem wreszcie do Brytanii, lecz wkrótce miałem kolejną wizję, w której usłyszałem głosy Irlandczyków błagających mnie o powrót. Czy potrafiłbyś dobrowolnie wrócić do kraju swoich dawnych oprawców, by nieść im orędzie miłości i nadziei?
Czego dokonał?
Zamiast cieszyć się wolnością, udałem się do Galii, gdzie spędziłem wiele lat na intensywnych studiach teologicznych i przyjąłem święcenia kapłańskie. W 432 roku powróciłem do Irlandii już jako biskup, mając jeden niezwykle trudny cel: nawrócić pogańskie plemiona celtyckie na chrześcijaństwo. Wędrowałem od królestwa do królestwa, spotykając się z druidami i lokalnymi władcami, a moje słowa często spotykały się z ogromnym oporem, a nawet groźbami śmierci. Mimo licznych niebezpieczeństw chrzciłem tysiące ludzi, wyświęcałem nowych kapłanów i zakładałem liczne wspólnoty zakonne, kładąc fundamenty pod silny Kościół.
Aby wytłumaczyć prostym ludziom skomplikowaną tajemnicę Trójcy Świętej, używałem zwykłej, trójlistnej koniczyny, pokazując, że to jedna roślina o 3 liściach. Pod koniec mojego życia napisałem szczere Wyznanie, w którym opisałem swoje duchowe zmagania i złożyłem świadectwo działania łaski Bożej w moim życiu. Choć byłem z pochodzenia obcokrajowcem, zjednoczyłem zwaśnione klany pod sztandarem Chrystusa, wprowadzając do Irlandii alfabet łaciński i cywilizację chrześcijańską. Moja nieustępliwość sprawiła, że cała Zielona Wyspa ostatecznie odrzuciła pogaństwo, a wyszkoleni przeze mnie uczniowie roznieśli później wiarę na całą Europę.
Śmierć i kult
Odszedłem do Pana prawdopodobnie w 461 roku w Downpatrick, widząc, jak dzieło mojego życia przynosi wspaniałe, trwałe owoce. Choć nigdy nie zostałem formalnie kanonizowany przez żadnego papieża, lokalny kult mojej osoby rozwinął się niesamowicie szybko w całej Irlandii. Dziś moje wspomnienie liturgiczne przypada na dzień 17 marca i jest uroczyście celebrowane przez miliony ludzi na każdym kontynencie. Z dumą patrzę z nieba, jak w dniu mojego święta cały świat ubiera się na zielono, upamiętniając dziedzictwo skromnego biskupa z Brytanii.