"Niewolnik Afrykańczyków na zawsze".
Kim był?
Ochrzciłem własnymi rękami ponad 300 tysięcy ludzi, choć system kolonialny, w którym przyszło mi żyć, traktował ich gorzej niż zwierzęta pociągowe. Nazywam się Piotr Klawer i urodziłem się 25 czerwca 1580 roku w katalońskiej miejscowości Verdú w Hiszpanii. Wywodziłem się z zamożnej rodziny rolniczej, jednak moje wczesne lata naznaczyła bolesna utrata matki oraz starszego brata. W 1596 roku rozpocząłem naukę na uniwersytecie w Barcelonie, co otworzyło mi drogę do zakonu jezuitów, z którymi szybko nawiązałem głęboką więź.
W latach od 1602 do 1604 odbyłem nowicjat i złożyłem pierwsze śluby zakonne, czując w sercu palące pragnienie oddania całego swojego życia Bogu. Moja droga formacyjna obejmowała również praktykę pedagogiczną w Geronie, a następnie studia filozoficzne na Majorce w latach od 1605 do 1608. To właśnie na tej wyspie, w cieniu potężnych murów jezuickiego kolegium, wydarzyło się coś, co całkowicie odmieniło moje przeznaczenie. Poznałem tam prostego brata furtiana, który widział rzeczy ukryte przed wzrokiem uczonych profesorów.
Punkt zwrotny
Tym furtianem był święty Alfons Rodriguez, niezwykły mistyk, który podczas naszych licznych rozmów stał się moim duchowym przewodnikiem. Pewnego dnia Alfons przepowiedział mi wprost, że polem mojej przyszłej pracy misyjnej będą hiszpańskie kolonie w Ameryce Południowej, a moim głównym zadaniem stanie się opieka nad czarnoskórymi niewolnikami. Ta mistyczna wizja wstrząsnęła mną do głębi, ale jednocześnie rozpaliła w mojej duszy niezłomne pragnienie wyruszenia na nowy kontynent. Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak to jest usłyszeć głos tak potężnego Bożego powołania z ust najskromniejszego odźwiernego?
W 1610 roku opuściłem rodzinną Hiszpanię na zawsze i po niezwykle wyczerpującym rejsie dotarłem do portu Cartagena w dzisiejszej Kolumbii. To kolonialne miasto było wówczas głównym węzłem handlu ludźmi w hiszpańskim imperium, gdzie masowo przywożono zniewolonych mieszkańców Afryki. Widok statków pełnych stłoczonych, chorych i przerażonych ludzi wyrył się w moim sercu ogromnym, paraliżującym bólem. To właśnie pod wpływem tego wstrząsającego doświadczenia przed moimi święceniami w 1616 roku złożyłem uroczysty ślub bycia niewolnikiem Afrykańczyków.
Czego dokonał?
Przez blisko 40 lat swojej kapłańskiej posługi każdego dnia schodziłem do dusznego portu, aby witać przypływające z Afryki statki niewolnicze. Nie mogłem samodzielnie powstrzymać całej tej potężnej machiny okrucieństwa, dlatego postanowiłem dobrowolnie stać się sługą tych najbardziej uciemiężonych. Rozdawałem im pożywienie, świeżą wodę, owoce i podstawowe lekarstwa, które udało mi się wcześniej wyżebrać u zamożnych mieszkańców kolonialnego miasta. Opatrywałem ich gnijące rany, całowałem najbardziej odstręczające owrzodzenia, a własnym habitem okrywałem tych skrajnie wycieńczonych nieludzką podróżą.
Zbudowałem wokół siebie stały zespół tłumaczy, aby móc w wielu lokalnych narzeczach głosić Ewangelię i przywracać odebraną przez system godność. Spędzałem całe dnie w zadżumionych barakach i odizolowanych leprozoriach, gdzie niezwykle rzadko odważali się docierać biali kolonizatorzy. Wielu wpływowych plantatorów szczerze mnie nienawidziło i próbowało zakazać mi wchodzenia na teren ich rozległych posiadłości, obawiając się buntu. Mimo licznych szykan ze strony władz i duchowieństwa, niestrudzenie udzielałem sakramentów, pozostając jedynym obrońcą tych bezbronnych ludzi.
Śmierć i kult
Moje drobne ciało, doszczętnie wyczerpane surowymi postami, chronicznym brakiem snu oraz nawracającymi chorobami zakaźnymi, w końcu całkowicie odmówiło posłuszeństwa. Przez ostatnie 4 lata mojego ziemskiego życia leżałem w celi niemal całkowicie sparaliżowany, a mój donośny głos zamilkł na zawsze. Zmarłem w opuszczeniu o poranku 8 września 1654 roku, lecz natychmiast na wieść o moim odejściu do klasztoru zbiegły się tłumy. Biali i czarni mieszkańcy Kartageny wspólnie z żalem opłakiwali moją śmierć, dokonując największego cudu pojednania i równości.
W 1888 roku papież Leon XIII oficjalnie włączył mnie do grona świętych Kościoła, kanonizując mnie równocześnie z moim duchowym mistrzem Alfonsem. Niedługo potem, dokładnie w 1896 roku, ten sam biskup Rzymu ogłosił mnie niebiańskim patronem wszystkich misji katolickich wśród ludności czarnoskórej. Moje dziedzictwo na świecie przetrwało również dzięki błogosławionej Marii Teresie Ledóchowskiej, założycielce potężnego zgromadzenia oddanego całkowicie pracy misyjnej w Afryce. Obecnie moje doczesne szczątki spoczywają pod głównym ołtarzem w kościele w Kartagenie, stanowiąc wieczny symbol sprzeciwu wobec nieludzkiego wyzysku.