"Razem z Twoimi cierpieniami, o mój Jezu".
Kim była?
Przez 29 lat mojego życia byłam całkowicie niewidoma i sparaliżowana, a każdy ruch sprawiał mi niewyobrażalny ból. Nazywam się Rafka, choć na chrzcie w 1832 roku otrzymałam imię Petra. Przyszłam na świat w małej libańskiej wiosce Himlaya, ukrytej wśród majestatycznych gór. Moje beztroskie dzieciństwo skończyło się w wieku 7 lat, gdy niespodziewanie zmarła moja ukochana matka.
Bieda zmusiła mojego ojca do oddania mnie na służbę do Damaszku, gdzie spędziłam 4 trudne lata pracując jako służąca. Kiedy wróciłam do domu, moja macocha i ciotka zaczęły knuć intrygi, próbując wydać mnie za mąż za różnych niechcianych przeze mnie kandydatów. Nie chciałam uczestniczyć w tych rodzinnych sporach, ponieważ w głębi serca czułam zupełnie inne powołanie. W tajemnicy przed rodziną uciekłam do klasztoru, aby oddać swoje doczesne życie wyłącznie Bogu.
Punkt zwrotny
Początkowo wstąpiłam do zgromadzenia Mariamatek, gdzie zajmowałam się głównie ciężką pracą fizyczną, edukacją młodzieży oraz gotowaniem. W 1860 roku, podczas okrutnej rzezi chrześcijan w miejscowości Dajr al-Kamar, ledwie uniknęłam śmierci, ukrywając przerażonego chłopca pod moim zakonnym płaszczem przed zbrojnymi oprawcami. Prawdziwy przełom w mojej duchowej drodze nastąpił jednak w 1871 roku, kiedy mój ówczesny zakon został niespodziewanie rozwiązany. Usłyszałam wtedy wewnętrzny głos, który kazał mi natychmiast wstąpić do surowego zakonu libańskich maronitek w Aitou.
Czego dokonała?
W nowym klasztorze wiodłam niezwykle spokojne i pracowite życie, ale w październiku 1885 roku poprosiłam Jezusa, aby pozwolił mi uczestniczyć w swoim zbawczym cierpieniu. Moja żarliwa modlitwa została wysłuchana niemal natychmiast, gdyż wkrótce straciłam wzrok i zaczęłam odczuwać potworne bóle wszystkich stawów. Straszliwa choroba postępowała nieubłaganie, doprowadzając z czasem do całkowitego paraliżu mojego słabego, wyniszczonego ciała. Czy potrafisz wyobrazić sobie autentyczną radość płynącą z tak wielkiego fizycznego bólu?
Mimo niewyobrażalnego cierpienia, z mojej twarzy niemal nigdy nie znikał pogodny uśmiech, a ja nieustannie dziękowałam Stwórcy za ten niezwykły dar. Chociaż zupełnie nie mogłam się poruszać, wciąż każdego dnia starałam się być użyteczna dla moich kochanych zakonnych sióstr. Moje dłonie, choć boleśnie wykręcone chorobą, wciąż potrafiły prząść wełnę i dziergać ciepłe skarpety dla całej naszej wspólnoty. Stałam się dla innych żywym dowodem na to, że prawdziwa miłość do Boga potrafi przetrwać każdą najcięższą próbę.
Śmierć i kult
Odeszłam do Pana 23 marca 1914 roku, po niemal 3 dekadach pokornego niesienia mojego ciężkiego krzyża. Moje doczesne szczątki spoczęły w klasztorze w Dżrabta, który bardzo szybko stał się miejscem licznych udokumentowanych cudów i niezwykłych uzdrowień. Papież Jan Paweł II uroczyście ogłosił mnie świętą Kościoła katolickiego w 2001 roku, stawiając mnie za wspaniały wzór cierpliwości oraz niezachwianej wiary. Z wysokiego nieba wciąż pomagam wszystkim tym ludziom, którzy w swoim ogromnym cierpieniu szukają oparcia i boskiego pocieszenia.