Communio Sanctorum
Ułatwienia

Św. Rajmund Nonnat

Patron: Położnych i kobiet brzemiennych

◆ Podstawowa ⌛ XIII wiek
Kolekcjonujesz karty? Zaloguj się do klasera. Zaloguj się
Uwolnij uwięzionych, pociesz smutnych.

Kim był?

Moje życie rozpoczęło się od cudu i tragedii zarazem, ponieważ zostałem wyjęty w drodze drastycznego zabiegu z łona zmarłej matki. Z tego właśnie powodu nadano mi przydomek Nonnat, co w języku łacińskim oznacza po prostu i dosłownie nieurodzony. Przyszedłem na świat około 1200 roku w bardzo małej, ale urokliwej miejscowości Portell na terenie ówczesnej Katalonii. Mój ojciec, który pochodził z zamożnego i szanowanego rodu, pragnął dla mnie wielkiej kariery dworskiej, jednak ja od najmłodszych lat czułem potężne wezwanie do służby samemu Bogu.

Mimo ogromnego oporu ze strony całej rodziny, stanowczo zrezygnowałem z uroków wielkiego świata oraz lukratywnego zarządzania rodzinnym majątkiem ziemskim. Zamiast tego, w wieku około 21 lat, z wielkim zapałem dołączyłem do nowo powstałego Zakonu Najświętszej Maryi Panny od Wykupu Niewolników, zwanego powszechnie mercedariuszami. Złożyłem tam swoje uroczyste śluby zakonne na ręce samego założyciela tego niezwykłego zgromadzenia, znanego dzisiaj jako święty Piotr Nolasco. Postanowiłem wtedy kategorycznie poświęcić całe swoje dorosłe życie bezkompromisowemu ratowaniu chrześcijan z rąk niewiernych prześladowców.

Punkt zwrotny

Wkrótce moi przełożeni wysłali mnie z niezwykle niebezpieczną misją do Afryki Północnej, abym za zebrane w Europie fundusze wykupywał z niewoli moich uciemiężonych braci w wierze. W samym tylko Algierze udało mi się skutecznie uwolnić bardzo wielu chrześcijan, jednak w pewnym dramatycznym momencie skończyły się absolutnie wszystkie dostępne mi pieniądze. Nie mogłem jednak pod żadnym pozorem pozostawić reszty zapłakanych jeńców na pastwę tak okrutnego losu, więc podjąłem najtrudniejszą decyzję w moim całym dotychczasowym życiu. Oddałem mianowicie samego siebie w zamian za natychmiastowe uwolnienie kolejnych więźniów, stając się odtąd bezpośrednim zakładnikiem i więźniem bezlitosnych muzułmanów.

Czego dokonał?

Jako bezbronny niewolnik bez przerwy cierpiałem dotkliwy głód, okrutne bicie oraz nieludzkie traktowanie, ale ani na moment nie przestałem odważnie głosić świętej Ewangelii, co straszliwie rozwścieczyło moich oprawców. Za skuteczne nawracanie strażników na wiarę chrześcijańską skazano mnie na wyjątkowo perfidną karę, która w założeniu oprawców miała mnie na zawsze skutecznie uciszyć. Brutalnie przebito mi wargi rozpalonym do czerwoności żelazem i nałożono na moje usta ciężką kłódkę, którą otwierano mi tylko i wyłącznie po to, by podać mi nędzne racje żywnościowe. Czy potrafisz w ogóle wyobrazić sobie ten niewyobrażalny ból i codzienne upokorzenie, gdy absolutnie każdy oddech boleśnie przypomina o bezwzględnej nienawiści wrogów?

Mimo tych potwornych cierpień przetrwałem w tej okrutnej niewoli pełne 8 miesięcy, nie tracąc ani na krótką chwilę swojej głębokiej ufności w nadchodzącą Bożą pomoc. W końcu, w 1239 roku, z bezpośredniej inicjatywy świętego Piotra Nolasco moi zdeterminowani współbracia z zakonu zdołali mnie wykupić i bezpiecznie sprowadzić z powrotem do ukochanej Hiszpanii. W dowód uznania mojego bezgranicznego poświecenia dla bliźnich, ówczesny papież Grzegorz IX uroczyście mianował mnie kardynałem, jednak ja nigdy nie zmieniłem swojego niezwykle surowego, pokutnego trybu życia. Do samego końca pozostałem bardzo skromnym i cichym zakonnikiem, konsekwentnie unikającym wszelkiego kościelnego przepychu oraz oferowanych mi ziemskich zaszczytów.

Śmierć i kult

Niedługo później Ojciec Święty pilnie wezwał mnie do Rzymu, abym bezpośrednio służył mu jako doradca, dlatego posłusznie wyruszyłem w tę bardzo długą i wyczerpującą podróż. Niestety, moje umęczone ciało było już skrajnie wyniszczone przez afrykańską niewolę, nieludzkie tortury oraz liczne przebyte po drodze ciężkie choroby. Zmarłem w trakcie tej podróży, niedaleko od mojego rodzinnego domu, w niewielkiej miejscowości Cardona pod koniec sierpnia 1240 roku. Miejscowi ludzie od razu spontanicznie zaczęli mnie czcić jako prawdziwego męczennika, a papież Aleksander VII ostatecznie i oficjalnie wpisał moje imię do katalogu świętych Kościoła katolickiego w 1657 roku.

🗺 Mapa
Urodzenie Śmierć Pobyt/posługa Kult

Masz pytanie lub uwagę?

Chcesz dowiedzieć się więcej, zadać pytanie lub czegoś brakuje? Zostaw wiadomość i adres e-mail — odpiszemy.

0 / 4000