"Jestem żołnierzem Chrystusa i dla Niego żyję."
Kim był?
Przeżyłem własną egzekucję, gdy kaskada strzał przeszyła moje ciało, a mimo to stanąłem przed cesarzem po raz 2. Nazywam się Sebastian i w 3 wieku byłem oficerem elitarnej gwardii pretoriańskiej w sercu Cesarstwa Rzymskiego. Służyłem wiernie imperatorowi Dioklecjanowi, nosząc lśniący pancerz i ciesząc się ogromnym szacunkiem pośród wielu zaprawionych w bojach legionistów. Pod tą ciężką żołnierską zbroją kryła się jednak moja największa i najpilniej strzeżona tajemnica, mianowicie głęboka oraz niezłomna wiara w Jezusa Chrystusa.
Urodziłem się w prowincji rzymskiej na terenie dzisiejszej Galii, ale wychowałem w Mediolanie, skąd zresztą pochodziła moja matka. Do imperialnej armii wstąpiłem absolutnie nie z prymitywnej żądzy krwi, lecz po to, by nieść potajemną pomoc prześladowanym chrześcijanom ukrywającym się w Rzymie. Jako wysoki rangą dowódca miałem dość swobodny dostęp do strzeżonych więzień, gdzie zakuci w łańcuchy wierni czekali z niepokojem na swój okrutny wyrok. Moja pozycja pozwalała mi podnosić ich na duchu oraz potajemnie dostarczać pożywienie, zanim stanęli wprost twarzą w twarz z wygłodniałymi i wściekłymi bestiami na arenie.
Punkt zwrotny
Mój podwójny żywot nie mógł jednak trwać w nieskończoność, ponieważ w końcu zostałem zdemaskowany przez szpiegów i postawiony przed obliczem rozwścieczonego Dioklecjana. Cesarz oskarżył mnie o rażącą niewdzięczność oraz zdradę stanu, po czym natychmiast skazał na śmierć, rozkazując swoim mauretańskim łucznikom przywiązać mnie do wysokiego pala i użyć jako bezbronnej żywej tarczy. Bezlitosne strzały wbijały się w moje zbolałe ciało bardzo gęsto, aż przypominałem ludzkiego jeża, po czym moi oprawcy po prostu odeszli i zostawili mnie na pewne wykrwawienie. Czy potrafiłbyś po tak dramatycznym i bolesnym doświadczeniu podnieść się z martwych, by dalej z odwagą głosić swoją prawdę?
Czego dokonał?
Bóg miał wobec mojej skromnej osoby zupełnie inne plany, gdyż cudownie ocalałem dzięki szlachetnej chrześcijance imieniem Irena, która przyszła pod osłoną nocy, by godnie pochować moje zmasakrowane zwłoki. Zauważyła z wielkim zdumieniem, że wciąż oddycham, więc zabrała mnie do swojego bezpiecznego domu i troskliwie wyciągnęła ostre groty, lecząc moje rany przez bardzo długi czas. Moi zaufani bracia w wierze błagali mnie usilnie, abym natychmiast uciekł z Rzymu w jakieś odległe miejsce i uniknął ostatecznego gniewu bezlitosnych władców. Zamiast tego, w pełni sił fizycznych i wiedzony ogromną żarliwością serca, postanowiłem dokonać najtrudniejszego wyboru, z zaskoczenia powracając na luksusowy dwór cesarski.
Zaskoczyłem samego okrutnego imperatora Dioklecjana, stając pewnie na marmurowych schodach jego pałacu w bardzo chłodny, mroźny poranek. Gdy zszokowany cesarz przechodził w towarzystwie swojej ogromnej świty, donośnym i pewnym głosem skrytykowałem jego wyjątkowo okrutne oraz niesprawiedliwe prześladowania niewinnych braci chrześcijan. Zdumiony i przerażony władca początkowo myślał, że widzi jakąś upiorną zjawę z zaświatów, ale bardzo szybko jego zdziwienie przerodziło się w czystą, niczym niepohamowaną nienawiść. Udowodniłem tamtego pamiętnego dnia, że prawdziwa odwaga absolutnie nie polega na brutalnym dzierżeniu miecza, lecz na niezłomnym bronieniu słabszych, nawet jeśli trzeba za to zapłacić najwyższą możliwą cenę.
Śmierć i kult
Tym razem przebiegły Dioklecjan nie ryzykował żadnej pomyłki i wydał swoim podwładnym kategoryczny rozkaz, aby brutalnie zatłuc mnie ciężkimi pałkami, co miało miejsce około 288 roku. Moje martwe już i zmasakrowane ciało wrzucono bezceremonialnie do mrocznej Cloaca Maxima, czyli głównego rzymskiego kanału ściekowego, aby złośliwie zablokować wiernym możliwość zorganizowania godnego pochówku. Pewnej bardzo pobożnej i odważnej kobiecie imieniem Lucyna objawiłem się jednak w głębokim śnie, dokładnie wskazując to ponure miejsce, dzięki czemu potajemnie przeniosła moje szczątki do podziemnych katakumb tuż przy Drodze Appijskiej. Od wielu długich wieków ludzie z wielką wiarą modlą się o moje skuteczne wstawiennictwo w czasach najgroźniejszej zarazy, widząc we mnie niezawodną tarczę chroniącą przed śmiertelnymi strzałami straszliwych epidemii.