"Krzyż jest tajemnicą zbawienia."
Kim był?
Możecie mi nie wierzyć, ale przez 45 lat po tym, jak zostałem pochowany w zwykłej ziemi, moje ciało pozostawało nienaruszone i elastyczne. Z mojego grobu biło tak jasne światło, że okoliczni mieszkańcy myśleli, iż ktoś włamał się na cmentarz. To właśnie ja, Szarbel, skromny mnich z Libanu, który za życia unikał rozgłosu, a po śmierci stałem się jednym z najskuteczniejszych orędowników na świecie.
Urodziłem się jako Youssef Antoun Makhlouf w 1828 roku w Bekaa Kafra, najwyżej położonej wiosce w Libanie. Dorastałem w bardzo biednej, ale pobożnej rodzinie rolniczej, gdzie ciężka praca była codziennością. Mój ojciec zmarł, gdy miałem zaledwie 3 lata, więc wychowywał mnie wuj, który nie do końca rozumiał moje ciągoty do modlitwy.
Jako młody chłopak pasłem owce i często uciekałem do pobliskiej jaskini, którą nazywałem swoją „grotą świętą”, by tam w spokoju rozmawiać z Bogiem. Moi rówieśnicy żartowali ze mnie, ale ja czułem, że świat, który widzę, to tylko zasłona czegoś znacznie piękniejszego. Miałem dwóch wujów, którzy byli pustelnikami, i to ich życie fascynowało mnie najbardziej na świecie.
Punkt zwrotny
W 1851 roku, mając 23 lata, poczułem, że nadeszła chwila, w której nie mogę już dłużej czekać. Bez słowa pożegnania z matką, nie zabierając ze sobą zupełnie nic, potajemnie opuściłem rodzinny dom pod osłoną świtu. Szedłem wiele kilometrów do klasztoru Matki Bożej w Mayfouq, czując jednocześnie ból rozstania i niewysłowioną ulgę, że w końcu idę właściwą drogą.
Moja mama odnalazła mnie po kilku dniach i błagała przez drzwi klasztorne, bym wrócił, ale ja wiedziałem, że moja droga prowadzi przez „wąską bramę”. Powiedziałem jej wtedy, że spotkamy się w niebie, i od tamtej pory nigdy więcej nie zobaczyłem jej twarzy ani nie opuściłem murów zakonnych. To była scena pełna łez, która definitywnie oddzieliła moją przeszłość od życia oddanego wyłącznie Stwórcy.
Czego dokonał?
Zostałem wyświęcony na kapłana w 1859 roku i przez kolejne lata służyłem w klasztorze w Annaya, pracując w polu i modląc się bez przerwy. Moje życie było pasmem małych cudów, o których nie chciałem mówić, jak choćby ten, gdy nalałem wody do lampy zamiast oliwy, a ona płonęła jasnym światłem całą noc. W 1875 roku otrzymałem w końcu upragnioną zgodę na zamieszkanie w pustelni świętych Piotra i Pawła.
Spędziłem tam ostatnie 23 lata życia w niemal całkowitym milczeniu, jedząc jeden skromny posiłek dziennie i sypiając na twardej ziemi. Moja misja nie polegała na pisaniu wielkich ksiąg czy podróżowaniu, ale na trwaniu przed Bogiem w imieniu wszystkich ludzi, którzy zapomnieli o modlitwie. Czy potrafiłbyś zrezygnować z rozmów na całe dni, aby w końcu usłyszeć głos własnego serca?
Dziś mój wpływ na świat jest większy niż kiedykolwiek, mimo że za życia byłem praktycznie anonimowy dla reszty państw. Ludzie z całego globu przybywają do Annaya, prosząc o uzdrowienie i duchowy spokój, którego tak bardzo brakuje w waszym zabieganym świecie. Pokazałem, że prawdziwa siła nie płynie z hałasu i technologii, ale z ciszy i całkowitego zaufania Bożej Opatrzności.
Śmierć i kult
Odszedłem do Pana w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 roku, po ciężkiej chorobie, która dopadła mnie podczas odprawiania Mszy Świętej. Zaraz po pogrzebie zaczęły dziać się rzeczy niewytłumaczalne dla nauki, a z mojego ciała przez dziesięciolecia wypływał tajemniczy olej o cudownych właściwościach. Papież Paweł VI ogłosił mnie świętym w 1977 roku, nazywając mnie „kwiatem libańskiej ziemi”.