Communio Sanctorum
Ułatwienia

Św. Tomasz z Akwinu

Patron teologów, studentów i księgarzy

◆ Podstawowa ⌛ XIII wiek
Kolekcjonujesz karty? Zaloguj się do klasera. Zaloguj się
"Dla tego, kto wierzy, nie potrzeba żadnego wyjaśnienia; dla tego, kto nie wierzy, żadne nie jest wystarczające."

Kim był?

Wyobraź sobie, że twoja własna rodzina porywa cię i zamyka w wieży na ponad rok, tylko dlatego, że odrzucasz zaszczyty i chcesz zostać zwykłym, ubogim mnichem. Tak właśnie wyglądały moje trudne początki, choć urodziłem się w 1225 roku w potężnym rodzie hrabiów z Akwinu na zamku w Roccasecca we Włoszech. Moi rodzice mieli wobec mnie wielkie, dalekosiężne plany polityczne i pragnęli, abym w przyszłości został najbardziej wpływowym opatem w pobliskim, niezwykle bogatym klasztorze na Monte Cassino. Ja jednak pragnąłem zrzec się całego ziemskiego majątku i dołączyć do nowo powstałego, żebraczego zakonu dominikanów, co w tamtych czasach było dla arystokracji ogromną, niewybaczalną hańbą.

Z natury byłem chłopcem niezwykle małomównym, spokojnym i potężnie zbudowanym, przez co rówieśnicy na studiach często wyśmiewali mnie bez litości, nazywając „Niemym Wołem”. Zamiast wchodzić w głośne, puste spory z innymi żakami, wolałem godzinami przesiadywać w klasztornych bibliotekach, w całkowitym milczeniu chłonąc starożytną wiedzę teologiczną. Mój mistrz i nauczyciel, słynny Albert Wielki, uciszył jednak szyderców i powiedział wtedy prorocze słowa: „Nazywacie go niemym wołem, ale obiecuję wam, że pewnego dnia jego ryk usłyszy cały świat”. Nie mylił się ani trochę, bo wkrótce moje myśli i traktaty miały na zawsze zmienić oblicze i kierunek całej chrześcijańskiej nauki.

Punkt zwrotny

Kiedy uciekłem z domu, by w wielkiej tajemnicy dołączyć do dominikanów, moi uzbrojeni bracia dogonili mnie na drodze, brutalnie związali i uwięzili w rodzinnej wieży w Roccasecca. Byli tak bardzo zdesperowani, by złamać moje niewygodne powołanie, że pewnego wieczoru potajemnie wpuścili do mojej celi piękną kurtyzanę, licząc, że ulegnę pokusie i porzucę śluby czystości. To była scena niczym z trzymającego w napięciu filmu akcji – bez wahania chwyciłem płonącą szczapę drewna prosto z kominka i z wielką furią wygoniłem przerażoną kobietę za drzwi. Następnie wypaliłem tym samym drewnem wielki znak krzyża na framudze, a tej samej nocy we śnie zjawili się aniołowie, na zawsze opasując mnie sznurem nieskończonej czystości.

Czego dokonał?

Po odzyskaniu upragnionej wolności rzuciłem się w wir tytanicznej pracy naukowej, wykładając na najlepszych europejskich uniwersytetach, w tym na słynnej uczelni w Paryżu i Neapolu. Moim największym dziełem stała się gigantyczna, wielotomowa „Summa teologiczna”, w której udowodniłem, że ludzki rozum i chrześcijańska wiara nie są wrogami, lecz dwiema różnymi drogami do tej samej Prawdy. Potrafiłem dyktować niezwykle skomplikowane traktaty filozoficzne nawet czterem lub pięciu pisarzom jednocześnie, swobodnie przeskakując między tematami i nie tracąc przy tym głównego wątku. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wiele dobra można w życiu osiągnąć, gdy całkowicie połączy się genialny intelekt z żarliwą, ufną i dziecięcą miłością do Boga?

Udało mi się na nowo odkryć dla chrześcijańskiej Europy wielkie dzieła starożytnego filozofa Arystotelesa, „ochrzcić” jego wspaniałą logikę i włączyć ją w ramy teologii katolickiej. Mój precyzyjny system myślowy, zwany tomizmem, stał się na wiele stuleci absolutnym, niezwykle solidnym fundamentem całego oficjalnego nauczania Kościoła. Do dziś udowadniam ludziom nauki, że zadawanie najtrudniejszych, krytycznych pytań oraz żelazna logika wcale nie oddalają nas od Stwórcy, ale pomagają Go głębiej zrozumieć. Uczę współczesny, pełen skrajności świat, że wiara bez rozumu staje się niebezpiecznym, ślepym fanatyzmem, a sam rozum bez wiary szybko traci swój ostateczny cel i sens istnienia.

Śmierć i kult

W grudniu 1273 roku, podczas odprawiania porannej Mszy świętej, doświadczyłem tak potężnej i obezwładniającej wizji mistycznej, że postanowiłem na zawsze odłożyć moje pisarskie pióro. Uznałem wtedy szczerze, że wszystkie moje genialne pisma są niczym „bezwartościowa słoma” w obliczu nieopisanej, nieskończonej tajemnicy samego Boga. Zmarłem niedługo później, 7 marca 1274 roku w opactwie Fossanova, mając niespełna 49 lat, będąc w dalekiej drodze na zwołany sobór w Lyonie. Moja uroczysta kanonizacja odbyła się w 1323 roku, w 1567 roku papież Pius V ogłosił mnie Doktorem Kościoła, a dziś moje doczesne relikwie spoczywają w kościele jakobinów we francuskiej Tuluzie.

🗺 Mapa
Urodzenie Śmierć Pobyt/posługa Kult

Masz pytanie lub uwagę?

Chcesz dowiedzieć się więcej, zadać pytanie lub czegoś brakuje? Zostaw wiadomość i adres e-mail — odpiszemy.

0 / 4000