"Znalazłam Miłość! Miłość dała się wreszcie poznać"!
Kim była?
Zaraz po mojej śmierci wycięto mi serce, by na własne oczy ujrzeć w nim dokładnie te same narzędzia męki Chrystusa, o których wcześniej opowiadałam spowiednikowi. Choć urodziłam się w 1660 roku w zamożnej rodzinie w Mercatello jako Urszula, od najmłodszych lat czułam, że moje życie nie będzie zwyczajne. Moja matka zmarła, gdy miałam zaledwie 7 lat, a na łożu śmierci powierzyła każde ze swoich 5 dzieci poszczególnym ranom Zbawiciela. Mnie przypadła rana boku, co naznaczyło całą moją duchową drogę na ziemi.
Mimo zdecydowanego oporu ojca, który pragnął dla mnie świetnego małżeństwa, w wieku 17 lat wstąpiłam do surowego zakonu klarysek kapucynek w Città di Castello. Przyjęłam imię Weronika i pragnęłam jedynie ukryć się przed światem, by w ciszy i pokucie oddać się całkowicie modlitwie. Moje życie w klasztorze było nieustannym pasmem wyrzeczeń, surowych postów i umartwień, które ofiarowywałam za nawrócenie grzeszników. Czy potrafisz wyobrazić sobie całkowitą rezygnację z własnej woli, by pozwolić Bogu działać bez żadnych przeszkód?
Punkt zwrotny
Moje życie zmieniło się bezpowrotnie w Wielki Piątek 1697 roku, kiedy to otrzymałam dar stygmatów. Na moich dłoniach, stopach i w boku pojawiły się bolesne, krwawiące rany, stanowiące fizyczny znak mojego mistycznego zjednoczenia z cierpiącym Jezusem. Władze kościelne podeszły do tego zjawiska z ogromną nieufnością, poddając mnie niezwykle surowym próbom i upokarzającym badaniom medycznym. Pozbawiono mnie nawet na pewien czas głosu na kapitule i zakazano kontaktów ze światem zewnętrznym, co przyjęłam z pełnym posłuszeństwem jako kolejną formę pokuty.
Czego dokonała?
Na wyraźny rozkaz mojego spowiednika zaczęłam spisywać wszystkie swoje duchowe przeżycia, wizje i mistyczne spotkania, choć z natury wolałam milczeć. W ten sposób, pisząc niemal każdego dnia przez 30 lat, stworzyłam ogromny dziennik duchowy, który po mojej śmierci zajął aż 44 tomy, liczące łącznie ponad 22000 stron. Zapisałam w nich niezwykle precyzyjne i głębokie analizy stanów duszy, opisując moją drogę od bolesnego oczyszczenia aż po mistyczne zaślubiny z Chrystusem. To dzieło do dziś pozostaje jednym z najważniejszych tekstów literatury mistycznej w historii Kościoła, pokazując ogromną głębię ludzkiej duszy całkowicie zjednoczonej z Bogiem.
Mimo tak intensywnego życia wewnętrznego, nigdy nie oderwałam się od codziennych, prozaicznych obowiązków, jakie nakładała na mnie surowa reguła zakonna. Przez 34 lata pełniłam funkcję mistrzyni nowicjatu, sprawiedliwie i z miłością wychowując młode siostry w duchu absolutnego franciszkańskiego ubóstwa oraz codziennej ofiary. Następnie, w 1716 roku, zostałam wybrana na ważny urząd ksieni, dbając nie tylko o duchowy rozwój powierzonych mi sióstr, ale także o fizyczną rozbudowę samego klasztoru. Udowodniłam tym samym bardzo dobitnie, że prawdziwy mistycyzm nie jest ucieczką od rzeczywistości, lecz motywującą siłą do jeszcze lepszego wykonywania zwykłych, ziemskich zadań.
Śmierć i kult
Po długich latach naznaczonych wielkim fizycznym cierpieniem i bolesną duchową ciemnością, odeszłam do Pana 9 lipca 1727 roku w moim ukochanym klasztorze. Wnikliwy proces beatyfikacyjny ostatecznie potwierdził nadprzyrodzony charakter moich przeżyć, a papież Pius VII uroczyście ogłosił mnie błogosławioną w 1804 roku. Kilkadziesiąt lat później, w 1839 roku, papież Grzegorz XVI oficjalnie wpisał mnie w poczet świętych powszechnego Kościoła katolickiego. Moje nienaruszone ciało do dziś spoczywa w sanktuarium w Città di Castello, będąc niemym świadkiem potężnej miłości, która pozwoliła mi wreszcie poznać samą siebie.