„Bo na ziemi być Polakiem, to żyć Bosko i szlachetnie”.
Kim był?
Wyobraź sobie, że spędzasz 20 lat w samym sercu Rosji na przymusowym wygnaniu tylko dlatego, że miałeś odwagę stanąć w obronie uciemiężonych rodaków i praw Kościoła. Nazywam się Zygmunt Szczęsny Feliński i urodziłem się 1 listopada 1822 roku na Wołyniu w bardzo patriotycznej rodzinie. Moje dzieciństwo szybko jednak zostało naznaczone cierpieniem, ponieważ po powstaniu listopadowym carskie władze skonfiskowały nasz majątek, a moją matkę zesłały na Syberię.
Mimo wczesnej utraty ojca i rozłąki z matką, zdobyłem wszechstronne wykształcenie na uniwersytetach w Moskwie i Paryżu, gdzie zaprzyjaźniłem się między innymi z wieszczem Juliuszem Słowackim. Brałem czynny udział w powstaniu w Wielkopolsce w 1848 roku, jednak z czasem odkryłem, że prawdziwe odrodzenie mojego narodu musi dokonać się na drodze duchowej. Słuchając głosu powołania, wstąpiłem do seminarium i w 1855 roku przyjąłem święcenia kapłańskie w Petersburgu.
Punkt zwrotny
Mój los odmienił się całkowicie w 1862 roku, gdy papież Pius IX mianował mnie arcybiskupem metropolitą warszawskim. Wszedłem do miasta skrajnie napiętego, w którym kościoły były zamknięte po profanacjach dokonanych przez wojska carskie, a w powietrzu wisiało widmo krwawego zrywu. Mimo że groziło mi niebezpieczeństwo ze strony władz carskich oraz brak zrozumienia u części spiskowców, otworzyłem i poświęciłem świątynie, stając się odważnym głosem rozsądku i obrońcą godności Polaków. Czy w świecie pełnym przemocy i podziałów potrafiłbyś konsekwentnie szukać pokoju i Bożego ładu?
Czego dokonał?
W ciągu zaledwie 16 miesięcy posługi w Warszawie dokonałem prawdziwej reorganizacji archidiecezji: zreformowałem seminarium duchowne, zakładałem szkółki parafialne oraz ożywiłem życie religijne. Jeszcze przed przyjazdem do Warszawy, w 1857 roku w Petersburgu, założyłem Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi z myślą o opiece nad sierotami i ubogimi. Kiedy po wybuchu powstania styczniowego w 1863 roku wystosowałem odważny list do cara w obronie praw narodu, zostałem natychmiast aresztowany i wywieziony w głąb Rosji.
Na zsyłce w Jarosławiu nad Wołgą spędziłem równe 20 lat, nie mogąc formalnie kierować moją diecezją. Nawet tam nie przestałem być duszpasterzem – opiekowałem się polskimi wygnańcami, pomagałem ubogim i wzniosłem kaplicę, stając się dla wszystkich prawdziwym ojcem. Po uwolnieniu w 1883 roku nie mogłem już wrócić do Warszawy, dlatego osiadłem w Dźwiniaczce w Galicji, gdzie do końca dni służyłem jako wiejski kapelan.
Śmierć i kult
Zmarłem 17 września 1895 roku w Krakowie w opinii świętości, pozostawiając po sobie niezwykły wzór męstwa, zawierzenia i pokory. Papież Jan Paweł II beatyfikował mnie w Warszawie w 2002 roku, a papież Benedykt XVI ogłosił mnie świętym w Rzymie 11 października 2009 roku. Moje relikwie spoczywają dziś w podziemiach archikatedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie.